Sikorka

Siedziałam przy stole, nad kartką papieru i gapiłam się w zamyśleniu w okno. Za szybą było mroźno a gałązki uśpionego bzu połyskiwały w promieniach zimowego słońca. Na jednej z nich ktoś zawiesił niewielki kawałek słoninki. Umocowany do gałązki na zbyt długim sznureczku, bujał się teraz przy najlżejszym podmuchu wiatru. Wśród sztywnych, zmarzniętych patyków, ten poruszający się kawałek padliny przykuł moją uwagę. Był jakiś nierealny. Właściwie nie powinno go tu byc. Nagle na gałązce usiadł ptak, jakby usprawiedliwiając obecnośc tego  dyndającego kawałka tłuszczu. Malutka, zmarznięta sikorka przyleciała właściwie znikąd. Z tej błyszczącej w słońcu, mroźnej ciszy. Nastroszyła piórka i spoglądając w dół, śledziła ruchy rozbujanej słoninki. Przekrzywiała łebek, spoglądając z zainteresowaniem to jednym, to drugim, paciorkowatym oczkiem. Nie odrywając wzroku od obiektu zainteresowania, wędrowała po gałązce  w jedną, to znów w drugą stronę. Jakby coś obliczała, przemyśliwała, planowała. Raptem poderwała się i sfrunęła trzepotliwie na obserwowaną wcześniej namiastkę stołówki. Przytrzymywała się kurczowo pazurkami i machała skrzydełkami, nie mogąc usiąśc pewnie na rozbujanym kawałku. Po chwili znowu wróciła na gałązke powyżej. Patrząc w dół, przedreptała nad dyndającą słoninką i zatrzymała się w miejscu, gdzie zamocowano sznurek, na którym zwisał pożądany smakołyk. Przez chwilę przyglądała mu sie z uwagą.Nagle złapała dziobem za sznureczek poniżej i podciągnąwszy go do góry, przycisnęła łapką do gałązki, na której siedziała. Za chwilę powtórzyła ten sam manewr. Przerwała na moment i rozejrzała się wokół. Było cicho, mroźno i słonecznie. Słoninka nadal dyndała poniżej ale sznureczek był już o wiele krótszy. Widac pozytywnie oceniła efekty, bo powróciła do przerwanych czynności. Niebawem kawałek tłuszczyku znalazł się tuż pod łapkami sikorki. Rozejrzała się zwycięsko dokoła i przystąpiła do uczty. Szybko obdziobywała tłuszczyk, zdobywając tak potrzebną energię na przetrwanie mrozów. Z całą pewnością zasłużyła na ten posiłek. Wierzyc się nie chciało, że tak maleńkie stworzonko, myślało tak racjonalnie. W tym maciupeńkim mózgu toczyły się prawdziwe procesy abstrakcyjnego myślenia. Miał rację św. Franciszek, traktując wszystkie stworzenia jak naszych braci mniejszych.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Sikorka

  1. Angie pisze:

    U nas sikorki nie mają łatwego życia przez to nasze kocie stado. Nie ma zimy, by nie przyniosły jakiejś bogatki lub modrej w pysku. Szału dostaję wtedy, ale koty i tak robią swoje.
    Wobec tego nasz karmnik już dawno rozebrany, a wieszanie słoninki za oknem byłoby barbarzyństwem( mieszkamy na wysokim parterze) …

    • maszynagocha pisze:

      Też mam koty,ale drobne ptaki pożywiają się u kur. Zimą jest ich takie zatrzęsienie, że trudno wejść do kurnika i nie oberwać którymś w głowę, kiedy się podrywają. Mam wtedy ochotę na chińską akcję. Kiedyś znana była historia o tym, jak to Chińczycy poradzili sobie z plagą wróbli. Polecono aby o jednej porze wszyscy wyszli z domu i jednocześnie uderzali w metalowe naczynia, misy, garnki, przez kilka minut. Po chwili takiej akcji wróble zaczęły spadać a ludzie tłukli je ryżowymi miotłami i zgarniali do worków. Potem była uczta ze zdobytych wróbli. Wróble to słabi lotnicy i nie mogą zbyt długo utrzymać się w powietrzu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s