Nareszcie u siebie

grupkailesn2Remont naszej leśnej siedziby przeciągał się. Stary dom wolno powracał do życia dzięki uporowi dwojga warszawskich dziwaków. Tak nazywali nas tubylcy, którzy nie mogli zrozumieć jak można zamienić życie z wygodami w wielkim mieście na chałupę w głuszy leśnej. Zapomnianą leśniczówkę odwiedzali czasami tylko ci z okolicznych wsi, którzy dobrze wiedzieli, kiedy należy zebrać plon, wiernie rodzącego swe owoce, sędziwego orzecha włoskiego. Mało kto jednak zapuszczał się tu nocą. Czasem tylko jakiś samotny myśliwy zapadał w leśną ciszę, czatując przy księżycu na wymarzonego odyńca. Innym razem strażnik łowiecki przemierzał okolicę, wsłuchując się w odgłosy lasu. Przeciętni ludzie, nie związani z lasem, bali się go nocą. Bali się wędrujących dzików i dziwnych odgłosów, których nie rozumieli. Las nocą, jak przed wiekami, zostawał sam ze swymi dramatami i radościami. Wraz z zachodzącym słońcem ludzie pospiesznie powracali do swoich osiedli a leśni mieszkańcy ożywiali się, wzmagając swą aktywność i czujność. Nasz wymarzony,  stuletni dom ukazywał się znowu, wydzierany siłą zachłannym pokrzywom, łopuchom, ostom i krzewom, które usiłowały wchłonąć ten pozostawiony tu symbol działalności człowieka. Przyjeżdżaliśmy codziennie, wyglądając z niecierpliwością końca prac remontowych i porządkując, co się dało. Jesień barwiła las tysiącem kolorów i hojnie rozrzucała swe owoce. Zwierzęta powdziewały już zimowe ubrania a ptasi maruderzy opuszczali pospiesznie ostatnie, przedzimowe sejmiki. Na jeziorach i wodnych oczkach kaczki prowadziły swe jesienne rozhowory. Jeziora tu rybne, bogate, toteż mój mąż nigdy nie wracał z pustymi rękami ze swych porannych lub wieczornych wypraw wędkarskich. Półkilowe okonie same pchały się na wędkę. W końcu października remonty w naszym domku zostały zakończone. Mogliśmy nareszcie wyprowadzić się z budynku nadleśnictwa, gdzie koczowaliśmy od przyjazdu z Warszawy. Wszystkie rzeczy przewieziono nam na przyczepie ciągnikowej. Kiedy umilkł warkot odjeżdżającego ciągnika, zostaliśmy sami z naszym, całym majdanem. Wyładowane pospiesznie meble piętrzyły się na środku odmalowanych pokoi. Kiedy w ciepłych jeszcze, nagrzanych dnia poprzedniego, piecach zahuczał znowu ogień, zrobiło się jakoś przytulniej. Nareszcie znaleźliśmy się u siebie. Ustawiliśmy najpotrzebniejsze meble i wieczorem wyszliśmy w las. Było cicho. To jednak nie był ten rodzaj ciszy, która dzwoni w uszach i przytłacza. Wokół odzywał się las. Przemawiał szeptem do uważnych słuchaczy. Trzaskały, potrącane nogą zdążającego na żer zwierza, gałązki. Szumiały lekko drzewa w koronach. Puszczyk odzywał się przejmującym, rozżalonym głosem. Czasem zbudzony ptak popiskiwał wśród gałęzi. Gdzieś, daleko za lasem naszczekiwały wioskowe psy. Ich głosy dochodziły słabe, zawodząc smętnie w czystym, jak kryształ powietrzu. Z ciekawością chłonęliśmy ten las, który miał się stać odtąd naszym domem. Czekało nas jeszcze dużo pracy. Należało zabezpieczyć okna i drzwi przed zbliżającą się zimą. Po powrocie z pracy oboje braliśmy się do roboty. Rąbanie drewna, sprzątanie domu i okolicy. Szykowaliśmy się do naszej pierwszej zimy w lesie. Czuliśmy już niemal jej dotknięcie. Każdego ranka, spiesząc do pracy, spotykaliśmy naszych leśnych i polnych sąsiadów. Byłby bowiem w błędzie ten, kto by sądził, że zostaliśmy sami w tym szumiącym lesie. W porannych, jesiennych mgłach w okolicznych młodnikach i na mijanych polach spotykały nas niezmiennie czujne sarny. Po kilka penetrowały pola i obrzeża lasów, błyskając z dala lustrami bielejących zadów. Podnosiły nerwowo głowy, łapiąc odwiatr dwunogich istot. Z czasem przyzwyczailiśmy się do siebie a poranne spotkania nie budziły już strachu wśród pasących się zwierząt. Zające pozostawały, jak zwykle, płochliwe i czujne. Zaskakiwały mnie niejednokrotnie, czmychając nagle szaroburą błyskawicą spod nóg, gdy szłam zamyślona, spowitą we mgle, błotnistą drogą. Czasami brunatno-szare kuropatwy podrywały się ciężko, trzepotliwie z trudem unosząc zebrane w małym ciałku zimowe zapasy, by zapaść kilkanaście metrów dalej. Te nagłe wtargnięcia w moją świadomość, obecności prawowitych mieszkańców tych terenów, brutalnie przerywały moje rozmyślania. Kazały mi baczniej obserwować to wszystko, co działo się wokół, w tym na pozór cichym otoczeniu. Dziki nie wystawiały się zbyt chętnie na pokaz. Skryte w młodnikach lub leśnych zaroślach, zdradzały swą obecność krótkimi fuknięciami i trzaskiem deptanych gałązek. Ciekawskie i ruchliwe, kręciły się wieczorami wokół leśniczówki, brodząc szumnie po brzegach bagnistego bajorka przy domu. Wyrzucałam więc obierki i inne odpady kuchenne, które znikały w ciągu nocy. Powoli przywykły do naszej obecności i te, nie mające w swym naturalnym środowisku wielu wrogów, zwierzęta. Nie byliśmy sami. Początkowo czuliśmy się trochę jak intruzi w tych lasach, które kryły tylu, zadomowionych tu na dobre mieszkańców. Choć wokół nas tętniło życie, nie byliśmy jeszcze częścią tego środowiska. Domek nasz zdawał się ciągle fortecą człowieka, którą zwierzyna oglądała ciekawie, lecz omijała niepewnie, kryjąc się wśród drzew i zarośli, stąpając cicho i ostrożnie.

Remus 2

Z lewej: Remus, syn Zagi, w drzwiach drwalki.
Z prawej: w drodze do obórki z Zagą w wieku dziecięcym.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Nareszcie u siebie

  1. Pani Peonia pisze:

    Nieraz myślałam, że chciałabym mieszkać w takim miejscu. Tylko praca męża raczej to przekreśla. Do tego na starość coraz częściej doceniam miejski transport. Ale kiedyś bardzo chciałam przenieść sie w Bieszczady. Pewnie do dziś by mnie już wilki zjadły. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s