Zaga

Czarny, podpalany owczarek niemiecki- suka Zaga była drugim, w kolejności przybycia do leśniczówki, zwierzęcym lokatorem. Zjawiła się po kotce Malwince. W wieku szczenięcym mieszkała z nami w domu. Kiedy podrosła, wyprowadziła się na powietrze i zajmowała własne mieszkanie czyli obszerną budę. Była niezwykle żywiołowym stworzeniem. W młodości niezmordowanie szalała z dwuletnim synem mojej siostry. Przewalali się po podłodze godzinami. Na koniec dnia ubranie mego małego siostrzeńca było niemal w strzępach a szczeniak walił się na podłogę i zasypiał kamiennym snem. Kiedy dorosła, stała się bardzo czujnym stróżem. Nikomu nie zrobiła poważnej krzywdy, choć budziła niemały respekt. Pamiętam jak pewnego razu zamknęliśmy dom i poszliśmy na łąkę robić ogrodzenie. Dłuższy czas wkopywaliśmy słupki i przybijaliśmy żerdzie. W końcu przerwaliśmy, bo nadeszła pora obiadu. Dochodząc do domu zaczęliśmy się zastanawiać, dlaczego pies nie szczeka na powitanie. Podświadomie przyspieszyliśmy kroku. Zdrętwieliśmy na widok tego, co objawiło się naszym oczom. Na łączce przed domem leżał czerwony motorower miejscowego leśniczego a jego właściciel też leżał, tyle że nad nim warowała nasza suka. Bał się poruszyć gdyż przy każdej próbie nie pozwalały na to obnażane zęby psa. Odwołaliśmy ją stanowczo a ta przybiegła w lansadach, szczęśliwa, że już jesteśmy. Mąż podbiegł pomóc podnieść motorek. Suka dobiegła do nich, łasząc się do obydwu. „No dobrze, że w końcu jesteście. Ten diabeł by mnie nigdy nie puścił.” Odezwał się z ulgą leśniczy. Przepraszaliśmy po stokroć, zapraszając na kawę. „Nie kochani, nie teraz. Ja jechałem do ludzi. Tu niedaleko cięli drągowinę i miałem odebrać, a ta diablica i tak długo mnie zatrzymała.” Tłumaczył grzecznie. Poprosiliśmy więc tylko, żeby opowiedział, jak to się stało. Było tak. Jechał naszą drogą i zatrzymał się, bo miał do nas sprawę. Zsiadł z motorka i właśnie miał go postawić, gdy nagle Zaga zerwała się z łańcucha i gnała w jego kierunku. Rzucił więc motorower na ziemię, żeby szybko uwolnić ręce. Zanim jednak zdążył cokolwiek zrobić, suka skoczyła na niego z rozpędu i przewróciła na ziemię. Potem już bał się ruszyć a ona siadła przy nim i pilnowała. Skończył opowiadanie i wsiadł na motorek. Sunia machała radośnie ogonem i podstawiała głowę do głaskania. Poklepał ją niepewnie, ale zobaczywszy jej roześmianą mordę rozluźnił się i powiedział na do widzenia. „Ty diablico, zobaczysz, że ci tego nie zapomnę. Żadnych pieszczot ani frykasów ode mnie.” Roześmialiśmy się wszyscy, a Zaga machała radośnie ogonem, śmiejąc się otwartym pyskiem. Wyraźnie nie wierzyła w te zapewnienia. Jeszcze raz przeprosiliśmy za wybryki naszego psa. „No cóż, broniła swego podwórka”  Powiedział jeszcze na koniec. Machnął ręką i pojechał. Idąc do domu uwiązaliśmy sukę. Zaskoczyła nas tą akcją. Szczęśliwie leśniczy wyszedł z tej opresji bez szwanku.

 Prawdziwą jednakże pasją naszej suni było niestety gonienie i mordowanie drobiu. Zawsze umiała zerwać się z łańcucha i zrobić potworne zamieszanie wśród kur. Pewnego razu pojechaliśmy w odwiedziny do naszych znajomych. Kurnik zostawiliśmy otwarty, ponieważ było jeszcze jasno i kury miały sporo czasu na wyszukiwanie smakołyków. Miałam w tym czasie kilka podrośniętych kurczaków. Był wśród nich czarny, jak kruk, kogucik z dużym, czerwonym grzebykiem. Podobał mi się bardzo i chciałam go zostawić na koguta dla stada. Nie dane mu było jednak zostać gospodarzem podwórka. Kiedy wracaliśmy pod wieczór, zaniepokoiła mnie dziwna cisza. Zaga nie szczekała radośnie, jak zwykle. Nie było jej przy budzie.„Znów się urwała” Pomyślałam i gnana złym przeczuciem, pobiegłam w stronę kurnika. Po drodze, w trawie natknęłam się na resztki mojego czarnego kogucika. Znalazłam jeszcze kilka uduszonych kurczaków, ale tego jednego nie mogłam odżałować. Obejrzałam resztki kogucika leżące bezradnie w kupce czarnego pierza  i wściekła wracałam pod dom. W tym momencie zjawiła się suka w doskonałym nastroju, jakby nigdy nic. Machała ogonem i podskakiwała radośnie. „Coś ty zrobiła? Ty wredna suko !” Wściekałam się, każąc jej usiąść. Machała ogonem i śmiała się, jakby nic nie wiedziała o tym zbiorowym morderstwie. Zdjęłam z jej nosa przyklejone tam czarne piórko. „A to, co jest? Kto to zrobił?” Zapytałam surowo. Pies znikł. Opadła na ziemię, warując pod moimi nogami. Jej pewność siebie i swoboda gdzieś wyparowały. Po prostu „wtopiła” się w podłoże u moich stóp. Całą sobą zdawała się mówić: „ wobec takich dowodów jestem bezradna, przyznaję się.” Z moich doświadczeń wynika, że stanowcze twierdzenia poniektórych osób, że zwierzęta nie myślą, wydają się być całkiem nieuzasadnione. Po jakimś czasie Zaga nie dusiła już naszych kur. Bardzo nas to cieszyło do chwili, gdy dowiedzieliśmy się, że kiedy zrywała się z łańcucha, biegła dusić drób do najbliższej wioski za lasem. Ludzie opowiadali niestworzone historie o czarnym psie-potworze, który co jakiś czas atakuje ludzkie kurniki i masowo dusi wszelki drób. Przez niemal dwa lata nie zdawaliśmy sobie sprawy, że ten potwór to nasza sunia. Była psem, którego mordercze instynkty drapieżnika dawały o sobie znać, od czasu do czasu. Pamiętam jak zaskoczyła mnie, niemal wilczym zacięciem myśliwskim. Pewnego dnia rano wypuściłam krowę z dwustukilogramowymi byczkami. Popasając zmierzały powoli na pastwisko w lesie. Sama poszłam tam wcześniej, żeby powyjmować zostawione poprzedniego dnia, kołki do palowania. Nagle usłyszałam tętent na leśnej drodze. Spojrzałam w tę stronę. Nigdy dotąd nie biegły na łąkę tak szybko. Z lasu wypadła galopem krowa, a za nią oba byczki. Tuż przy ostatnim byczku biegła Zaga z pyskiem przy jego słabiźnie. Wyraźnie usiłowała złapać za płat skórny i rozerwać powłoki brzuszne. Tak polują m.in. wilki. „Zaga waruj!” Wrzasnęłam z całych sił. Suka znikła w trawie. Nie spodziewała się mnie tutaj. Bydło wbiegło na łąkę. Uspokoiłam je powoli i upalowałam po kolei. Zaga czołgała się przy samej ziemi. Kazałam jej równać do nogi i wróciłyśmy na podwórko. Zapięłam jej łańcuch. Mimo, że był gruby i długi, zapięty przy pomocy obrotowego werblika, zrywała się z niego, co jakiś czas. Wchodziłam do domu zamyślona. Zaszokowało mnie to zdarzenie. Moja suka zachowała się jak prawdziwy wilk.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s