Dzika gęś

Zbliżało się południe. Wczesnojesienne słońce z trudem przebijało się przez wolno rzednące, poranne mgły. W pomieszczeniu kuchennym ogień wesoło trzaskał pod blachą rozłożystego pieca. Psy kręciły się nerwowo po długim korytarzu, łączącym kuchnię z resztą mieszkania. Zapachy gotujących się potraw zapowiadały smakowity posiłek. Trzy jamniki i wyżeł schodziły, co chwilę, ze swych legowisk i siadały na kuchennym progu, węsząc niespokojnie. Dobrze wiedziały, że pomieszczenia kuchenne to strefa zakazana. Wąchać jednak i marzyć nikt im nie bronił. Przed domem rozszczekała się nagle Zaga, czarny podpalany owczarek alzacki, strzegący obejścia. Po jękliwym, zawodzącym jazgocie bez trudu można było poznać, że na podwórzu pojawił się ktoś dobrze znany i bliski. Przybysz zmierzał do domu z jakimś dziwnym pakunkiem pod pachą. Psy w korytarzu skoczyły do wejścia i kłębiły się pod drzwiami, merdając radośnie ogonami. Fala radości wezbrała maksymalnie, gdy drzwi się otworzyły. Psiaki wybiegały z domu i wpadały z powrotem, piszcząc i podskakując. Pan domu przywitał się z nimi, poklepując każdego przyjacielsko, po czym wyprosił całe towarzystwo na dwór. „A coś ty tam znowu przytaszczył?” Zapytałam, wychodząc z kuchni. „Sama zobacz.” Odpowiedział krótko stawiając na kamiennej posadzce korytarza dziką gęś zbożową. Ptak stanął mocno na klapiatych łapach, wyciągając w górę długą szyję. Jedno skrzydło opadało bezwładnie na podłogę. Próbowała, co prawda, podciągnąć je i umieścić na właściwym miejscu, ale bez skutku. „Ranili ją śrutem na polowaniu, ale skrzydło chyba nie jest złamane.” Mąż relacjonował przebieg wypadków, przyglądając się zwierzakowi. Gęś powoli mierzyła korytarz równymi krokami, bacznie obserwując wszystko z wysokości swej wyciągniętej szyi. Obeszła całe pomieszczenie, poskubała psie posłania i podeszła do ziarna kukurydzy, które podsypaliśmy jej na próbę. Opuściwszy nieco głowę, zatoczyła nią koło i zasyczała ostrzegawczo. Nie ruszaliśmy się ze swych miejsc, więc zabrała się za pochłanianie kukurydzy, ziarno po ziarnie. „Dobra nasza „ Ucieszyłam się. „Najważniejsze żeby chciała jeść.” Wiadomo, że bez jedzenia nie było mowy o powrocie do zdrowia. Opatrzyliśmy okaleczenia na skrzydle. Kiedy na korytarz z powrotem wpuściliśmy psy, ptak czuł się tu już dość pewnie. Wpadły ochoczo a na widok gęsi, która wyciągnąwszy szyję syczała groźnie, znieruchomiały. Zmuszone przez nas, niechętnie poszły na swoje posłania i nieruchomo oczekiwały dalszego rozwoju wydarzeń. Zobaczywszy, że te czworonożne barbarusy zostały niejako unieruchomione, gęś wróciła do poznawania okolicy. Nie spuszczała jednak z oka psów. Kiedy jeden z jamników, nie mogąc zapanować nad emocjami, ruszył w jej stronę, został natychmiast przywołany do porządku solidnym szczypnięciem w nos. Z piskiem zrejterował więc migiem na swoje miejsce. Gęś zdawała się nie przywiązywać do tego wydarzenia większej wagi. Dalej kłapała godnie po korytarzu, zaglądając w różne kąty. Po krótkiej naradzie, postanowiliśmy, ze najlepiej będzie jej w kurniku. Dość obszerny kurnik zamieszkiwały, w tym czasie kaczki, kury i perliczki. Pod wieczór zanieśliśmy gąskę do kurnika i zamknęliśmy drzwi, pozostawiając w środku światło. Stojąc na zewnątrz obserwowaliśmy, przez szparę w drzwiach, jaki będzie dalszy rozwój wydarzeń. Nie byliśmy pewni czy nasza nowa podopieczna poradzi sobie w tym mieszanym towarzystwie. Była tu kimś nowym i nie musiało się to podobać reszcie. Stanęła na środku i z godnością wyciągnęła w górę szyję, pokazując, że do małych nie należy. Żeby spotęgować wrażenie a także na przywitanie krzyknęła donośnie. Kogut zagdakał nerwowo, próbując przypomnieć, kto tu jest gospodarzem. Postawa przybysza zdawała się jednak być zbyt pewna. Nie bardzo wiadomo, czego można spodziewać się po kimś takim. Nie podejmował więc ostatecznej konfrontacji, nie chcąc narażać na szwank swej pozycji wśród kur. Wlazł tylko na najwyższą grzędę i zapiał kilkakrotnie, by nie pozostawić całego wydarzenia bez komentarza. Gęś natomiast podeszła do szaflika z wodą. Uszczypnęła kilka kur, które nieopatrznie stanęły zbyt blisko i wzięła się do picia. Po chwili powoli i z godnością przysunęła się do korytka z karmą. Pojadła z jednego, potem z drugiego końca i odeszła na bok. Kaczki zbite w gromadkę, szemrały z cicha niepewnie. Gęś nie zwracała na nie uwagi. Wydawała się być bez reszty zaprzątnięta czyszczeniem piór. Kaczki po kolei podchodziły do wody, aby pochlapać dziobem dla uspokojenia. Kiedy jednak podeszła do nich kura, została natychmiast przywołana przez nowego lokatora do porządku i zmuszona do odwrotu. Dopiero, gdy kaczki odeszły od wody i wyczyściwszy pióra zaczęły układać się na słomie, gęś również poszła powoli w kąt. Znalazła czystą słomę i zaczęła się na niej mościć. Kury i perliczki mogły teraz spokojnie zaspokoić pragnienie przed nocą. Po chwili gramoliły się już na grzędy. Wśród pogadywań i drobnych sprzeczek, sadowiły się zgodnie z hierarchią w stadzie. Najwyżej siedziały zawsze te, których pozycja była najmocniejsza. Im słabsza, tym niższe miejsce zajmowały na grzędzie. Na samym dole siedziały zawsze kurczaki i kury najsłabsze, które w stadzie zajmowały miejsce poślednie. Kiedy wszyscy już powoli poukładali się do snu, zgasiliśmy światło. Wiedzieliśmy już, że nasza podopieczna poradzi sobie w tym kurnikowym środowisku. Obyczaje, jakie tu wprowadziła , obowiązywały odtąd niezmiennie każdego dnia. Przy każdym karmieniu gęś najpierw najadała się sama a reszta czekała na swoją kolejkę. Następnie dopuszczała kaczki. Kurom i perliczkom pozwalała się pożywić, gdy ptactwo wodne już się najadło. Zasada ta dotyczyła również picia. Dla niej godne uwagi były tylko ptaki pływające. Na pierwszy rzut oka widać było, że nowy lokator został niekwestionowanym przywódcą całego tego tałatajstwa. Żeby kury nie musiały czekać na swoją kolejkę, podsypywało im się karmę w kilku miejscach kurnika. Po porannym karmieniu gęś powoli i majestatycznie wychodziła z kurnika na wybieg. Placyk przed kurnikiem był ogrodzony siatką i obrośnięty wkoło krzakami. Ptaszysko obchodziło ten teren wokół, podnosząc lub opuszczając szyję i sprawdzając dziobem, co ciekawsze znaleziska. Od czasu do czasu, przekręcała głowę i zerkała błękitnym oczkiem w niebo. Wyglądając przez okno pokoju, mogliśmy przyglądać się z góry tym zabiegom. Okna wychodziły bowiem na wybieg dla drobiu, położony nad zalesionym wąwozem z wodą na dnie. Dom stał na zboczu i od strony wąwozu był piętrowy a od wejścia, po drugiej stronie, parterowy. Właśnie z tego piętra widziało się doskonale wszystko, co działo się na ptasim podwórku. Dni płynęły. Gąska w kurniku podporządkowała sobie ptactwo i żyło jej się nienajgorzej. Szybko dochodziła więc do zdrowia. Bardzo starannie czyściła sobie pióra, kilka razy dziennie. Zranione skrzydło wracało do sprawności. Coraz częściej podnosiła oba i machała nimi ostrożnie, jakby sprawdzając ich możliwości. Nierzadko spoglądała w niebo. Może szukała tam swych pobratymców a może próbowała zorientować się w stronach świata? Może zostawiła gdzieś swego partnera i teraz tęskniła za nim coraz mocniej? Gęsi łączą się w pary na całe życie. Po stracie partnera często pozostają dłuższy czas bez pary. Im dłużej przebywała w tym ptasim sanatorium, tym wyraźniej wzmagał się jej niepokój. Gęsie klucze, przelatujące nad domem, z dnia na dzień stawały się większe. Coraz więcej zygzaków ptasich szwadronów przeszywało niebo. „Już czas! Już czas!” Zdawała się pokrzykiwać za nimi nasza rekonwalescentka. Rano wyskakiwała na wybieg podniecona. Podnosiła skrzydła i machała nimi coraz mocniej i mocniej, podskakując przy tym i biegając po podwórku. W przerwach zerkała niespokojnie ku niebu. Co rano obserwowaliśmy to z okna. Aż pewnego dnia mocniej niż zwykle zamachała skrzydłami i uniosła się w górę. Patrzyliśmy z góry na ptaka, który wzlatywał i był coraz bliżej i bliżej naszego okna. Kiedy znalazła się tuż przy naszych głowach, krzyknęła gardłowo na pożegnanie i skierowała się nad lasem w stronę pól, na których zwykle gromadziły się gęsi na jesienne sejmiki. „Do widzenia i bezpiecznych lotów.” Powiedziałam półgłosem i pomachaliśmy jej na pożegnanie. 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s