Staruch- król

Dom, w którym mieszkaliśmy był niemalże wtopiony w otaczający go las. Dla wychodzących z lasu był zaskoczeniem, niespodziewaną ceglaną plamą na tle zieleni drzew. Wyrastał niejako na stoku opadającym ku zagłębieniu z wodą. Było ono czymś w rodzaju wąwozu i ciągnęło się spory kawał. Za rowem z wodą biegła droga stanowiąca granicę między lasem a rozciągającym się za nią, pięćdziesięciohektarowym polem śródleśnym. Jesienią stawało się ono sceną dla „śpiewaczych” występów, rozgrzanych miłością, jelenich amantów. W porze rykowiska wokół naszego domu roztaczały się rewiry, zazdrośnie strzegących swych haremów, płowych samców. Wystarczyło wtedy uchylić wieczorem okno, aby słuchać płynących w rozgwieżdżone niebo byczych serenad. Dwa pokoje naszego domu miały okna skierowane na owo pole, zamknięte z czterech stron lasem. Tego roku wokół ryczały trzy byki. Jeden w lesie na prawo, drugi na wprost a trzeci, stare, doświadczone byczysko, daleko za polem, z lewej strony w głębi lasu. Im mocniej angażowały się w swoje występy, tym bardziej zbliżały się do pola. Tu odbywały się najczęściej ostateczne eliminacje. Nierzadko więc dochodziły nas stamtąd odgłosy szczęku jeleniego oręża, czyli trzask uderzających o siebie poroży. Jeszcze przed zmrokiem zaczynały się pierwsze porykiwania, jakby informujące o obecności zalotników. Wokół kręciły się młodziki, samce za młode na poważnych zalotników. Próbowały jednak swych młodzieńczych głosów najwcześniej. Miały głosy najwyższe i jeszcze niewykształcone. Potupywały i biegały po okolicy jak niesforni chłopcy. Szybko były jednakże przeganiane przez osobniki już dojrzałe, pełnoprawnych uczestników tych występów. W tej części widowiska pierwszy odzywał się młodszy jeleń z prawej strony pola. Zaczynał krótko, jakby dając znak. „Tu! Tu! Tuuuu… jestem.” Potem długo czekał na odpowiedź. I tak kilka razy, coraz mocniej, pewniej i częściej. Po jakimś czasie odzywał się drugi byk, na wprost okien. Odpowiadał długim, przeciągłym barytonem, dając do zrozumienia, że czuje się mocny na swej pozycji. Na samym końcu do pogawędki tej dołączał trzeci jeleń, nazywany przez nas „staruchem”. Ryczał najdalej, niskim, zachrypniętym głosem. Był doświadczonym, jeszcze mocnym samcem i godnie odpowiadał na wyzwania młodszych. Długo wsłuchiwał się w ich przechwałki i wchodził nagle silnym basem. „A! A! A! To smarkacze. No! No! No!” Młode byczysko z prawej strony ochrzciliśmy „szczeniakiem”. Powoli stawały się nam bliskie i rozmawialiśmy o nich, jak o członkach naszej wspólnoty. Mieszkaliśmy przecież w jednym lesie, jak we wspólnym domu. Szczeniak kręcił się najbliżej leśniczówki. Często w nocnej ciszy dochodziły nas odgłosy jego bojowego tupania i trzask łamanych gałązek. Postękiwał nerwowo, dmuchając donośnie przez nos. Panie nie brały udziału w tej rywalizacji. Popasały w stadkach, podporządkowane zwykle swemu panu. Ten starał się utrzymać je w grupie. Każdy amant dobrze wiedział, że dorodne łanie to łakoma zdobycz dla rywala. Czasem sąsiadowi udało się przeciągnąć na swoją stronę którąś z „dziewczyn”. Im więcej jednak było ich w haremie, tym trudniej było go strzec. A na dużą rodzinę mógł sobie pozwolić tylko bardzo mocny samiec. Te swoje pełne przechwałek i pogróżek rozmowy prowadziły regularnie, co noc, przez okres całego rykowiska. Zaczynały zwykle o tej samej porze, według tego samego schematu. Im zimniejsze stawały się noce, tym zapalczywsze były w swej rywalizacji. Czasami próbowaliśmy włączyć się do tej byczej rozmowy. Naśladowaliśmy ich porykiwania za pomocą plastikowej, karbowanej rury. Cichły wówczas na jakiś czas, jakby zaskoczone zgłoszeniem się nowego, dziwnego rywala. Po jakimś czasie „szczeniak” odzywał się krótkimi, nerwowymi stęknięciami i nasłuchiwał przez chwilę. Gdy odezwaliśmy się znowu, przybliżał się, tupiąc i dmuchając. Za moment znów porykiwał stękająco. „Staruch” decydował się na zabranie głosu dopiero po dłuższym czasie. Ryczał chrapliwie, jakby niepewnie, zachłystując się w końcowej fazie. Był doświadczony, nie dowierzał tym nowym głosom. W przerwach długo nasłuchiwał i nie wydawał się zbyt chętny do tej rozmowy w przeciwieństwie do młodszych osobników. Niezwykle ostrożny, stary byk czasem wcale nie brał udziału w rykowisku. Wystarczyło, by w okolicy działo się, jego zdaniem, coś podejrzanego. Gdy wieczorem leśną drogą przejechał motocykl lub na polach za lasem do późna pracowali ludzie, nie odezwał się przez pół nocy, albo wcale. Jeśli włączał się potem do „rozmowy”, to robił to bardzo ostrożnie, długo nasłuchując w przerwach. Wystarczało to jednak, aby trzymać na dystans resztę towarzystwa. Inne byki nie ryzykowały ostatecznej konfrontacji z doświadczonym i silnym władcą lasu. Jeszcze nie tego roku. Może za rok, ale teraz czuły się jeszcze za słabe. Były za młode, za lekkie, nie tak zaprawione w corocznych bojach jak „staruch”. Byliśmy pełni uznania dla rozwagi i doświadczenia starego króla. Co noc czekaliśmy na jego występy. Ostatni zjawiał się na scenie i pierwszy z niej schodził. Śpiewał najniższym głosem, pewnym, mocnym i nie znoszącym sprzeciwu. Okazało się jednak, że i ten doświadczony, leśny, królewski starzec pozwalał sobie na chwile nieostrożności. Kiedy kolejnej nocy wsłuchiwaliśmy się w „rozmowy” naszych sąsiadów, jego niski, głęboki ryk dobiegł nas tylko kilka razy. Młodsze byki odzywały się, co chwilę, grożąc sobie zawzięcie. Nagle w znane odgłosy nocy wdarł się groźnie głuchy dźwięk wystrzału. Zaległa cisza. Po chwili powietrze rozdarł drugi strzał. Tej nocy byki więcej się nie odezwały. Tylko puszczyk pohukiwał jękliwie, jak sygnał z zaświatów. Następnej nocy daremnie oczekiwaliśmy na basową pieśń króla lasu. Staruch zamilkł na zawsze. Tylko dwa młode byki gwarzyły ze sobą zajadle. „Starucha” nie usłyszeliśmy już nigdy. Tej jesieni po raz ostatni rzucał wyzwanie rywalom. Ostatni raz demonstrował swą siłę. W naturze nie może być pustki. Jego miejsce zajął inny byk, by następnej jesieni obwieścić mieszkańcom lasu swoją gotowość do obrony zgromadzonego haremu. Umarł król, niech żyje król.      

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s