Magda- inteligentna, choć świnia

Trafiła do nas w wieku dziecięcym jako różowy, wesoły prosiaczek. Jej domem rodzinnym był boks mamusi- maciory w chlewni jednego z PGR- ów. Pochodziła z bardzo licznej rodzinki i mama świnia miała spore kłopoty z wykarmieniem swojej czeredki. Część prosiąt trzeba więc było szybciej odsadzić od cycka i dokarmiać sztucznie. Magda, nazwana tak na cześć mojej siostry, miała wilczy apetyt i pochłaniała niemal wszystko. W obórce, gdzie została zakwaterowana, mieszkała w tym czasie nasza krowa- żywicielka, Mela oraz jej dwoje dzieci, bliźniaki Bolek i Lolek. Byczki były wesolutkie i zajmowały boksik obok nowej lokatorki. Świnka od początku nasłuchiwała ciekawie, co dzieje się w boksie cielaków. Zagadywała do nich natarczywie, chcąc nawiązać bliższą znajomość. Poznała je niebawem, gdy wychodziły rano na pastwisko. Obwąchały się dokładnie poprzez pręty ponad korytem i byczki pobiegły za matką na łąkę. Magda wykrzykiwała za nimi z oburzeniem, chcąc koniecznie dołączyć do towarzystwa. Niebawem ona również zaczęła wychodzić na dwór, ale nigdy tak daleko jak krowy. Kręciła się zwykle blisko domu, chyba że szła na spacer z nami. Niezmiennie pochłaniała wszystko z wielkim apetytem i coraz więcej. Kiedy zjechał do nas kolega z Warszawy, zapalony wędkarz, nasza świnka przeżywała okres wielkiej prosperity. Kumpel o świcie wychodził z wędkami nad jezioro i wracał na obiad z torbami pełnymi płotek. Tak około 10 kilo, dzień w dzień. Początkowo ryby były na obiad, potem narobiłam klopsików, aż w końcu zaczęły trafiać do psów, kotów i naszej świni. Przyjęła to menu z wielkim ukontentowaniem. Wkrótce jak tylko usłyszała głos naszego wędkarza, głośno dopominała się o swoją porcję. W ciągu trzech tygodni jego pobytu nasza podopieczna urosła tak bardzo, że u wszystkich, którzy znali ją wcześniej wzbudzała niemały podziw, wręcz zachwyt. Pewnego ranka wszedłszy do obórki ze zdumieniem zobaczyłam Magdę w boksie byczków. Była bardzo zadowolona z siebie i swoich świeżo zacieśnionych kontaktów towarzyskich. Aby ją stamtąd wydostać musiałam rozebrać drewnianą ściankę, dzielącą oba boksy. Potem za każdym razem trzeba ją było budować od nowa, już po przepędzeniu zwierzaka. Wierzyć mi się nie chciało, że tak krępe i w zasadzie krótkonożne stworzenie, mogło przeskoczyć wysoką na około 140cm ściankę. Myślałam, że wydarzenie to miało charakter incydentalny, ale ku memu zdumieniu kolejne poranki rozpoczynały się tak samo. Rozbieranie ściany działowej, co rano, zaczęło mnie w końcu denerwować. Skoro mogła przeskoczyć ją w jedną stronę, powinna umieć zrobić to w odwrotnym kierunku. Kolejnego ranka wzięłam specjalną, gumowo- gąbczastą, elastyczną pałkę do przepędzania świń i zrobiłam porządny oklep świńskiego tyłeczka. I o dziwo, Magda niezwykle sprawnie przeskoczyła do swego boksu. „A ty cwaniaro! A ja tak się męczyłam, co rano.” Robiłam jej wyrzuty, patrząc z góry, jak mości się w swoim „pokoju”. Chrząkała porozumiewawczo, zerkając na mnie małym, mądrym oczkiem. Po tym wydarzeniu Magda bardzo się pilnowała aby nie przyłapano jej w boksie cielaków. Kiedy następnego ranka wchodziłam do obórki, zobaczyłam moją świnię „frunącą” ponad ścianą, dzielącą oba boksy. W swoim pomieszczeniu natychmiast zaczęła dłubać w ściółce, udając wielkie zainteresowanie tymi poszukiwaniami. Zerkała przy tym co chwilę na mnie i wydawało mi się, że widzę w jej oczach pewne rozbawienie.  Ciekawe, że mało kto zwraca uwagę na to, że spojrzenie świni przypomina ludzkie. Mają rozumne oczy. Są to zresztą bardzo inteligentne stworzenia. Nie zdajemy sobie zwykle sprawy, że właścicielka tak lubianego, kotleta schabowego, to zwierzę inteligentniejsze od psa. A pozycja tego ostatniego, w grupie zwierząt najczęściej towarzyszących człowiekowi, jest bardzo wysoka. Dla większości ludzi świnia to worek z kotletami plus pyszne szynki.  To bardzo towarzyskie, mądre i szybko uczące się stworzenie. Jest to ponadto, o czym niewiele osób wie, zwierzę czyste. Jeśli w swoim otoczeniu ma zbiornik z wodą, bardzo chętnie z niego korzysta i nie kładzie się we własnych odchodach. Dzieje się tak niestety tylko wtedy, gdy nie może się w żaden inny sposób ochłodzić. Jest bowiem bardzo wrażliwa na wysoką temperaturę. Jeśli jest zbyt gorąco musi się schłodzić, aby uchronić się przed udarem cieplnym. Jeśli wtedy nie ma wody, położy się we własnych, wilgotnych odchodach. Nie robi tego dlatego, że lubi być upaprana gnojem. W swoim pomieszczeniu wybiera zwykle miejsce na ubikację i tam się wypróżnia. Daleko od miejsca, gdzie się pożywia i nie tam gdzie odpoczywa na suchej ściółce. Kiedy na wybiegu jest dużo dokuczliwych owadów, chętnie tarza się w błocie, które warto jej zapewnić. Błoto bowiem wysychając, chroni jej wrażliwą skórę przed ich ukąszeniami. Nasza Magda również chętnie tarzała się w błotku na dnie parowu przed domem. W tym samym miejscu tarzały się również dziki. O świcie wychodziły na górę, gdzie stał nasz dom i drapały się z zapamiętaniem o kamienny narożnik podmurówki. Słychać to było zwykle w mieszkaniu na górze. Sądzę, że w obórce również, bo Magda odzywała się wtedy do swoich pobratymców zza kamiennej ściany. Kiedy później schodziłam do obrządku, ślady błocka widoczne były z daleka na narożnych kamieniach.  

Jak już wspomniałam, Magda była stworzeniem niezwykle towarzyskim i uwielbiała spacery po lesie w naszym towarzystwie. Z wielką radością przyjmowała otwarcie kojca. Wybiegała wesoło pochrumkując i stukała mnie porozumiewawczo tarczą ryja. Była przy tym zaskakująco delikatna. Traktowała nas jak swoje stado i trzymała się blisko towarzystwa. Zachowywała się prawie tak samo, jak dziki. Wszystko ją interesowało. Z zapamiętaniem dłubała w leśnej ściółce w poszukiwaniu pędraków i innych smakołyków. Miała doskonały węch i jeśli tylko było coś smakowitego, zawsze to znalazła. Zjadając swoje przysmaki mlaskała z wyraźną rozkoszą, podnosząc ryj i spoglądając na mnie spod przymrużonych powiek. Potem chrumkała cichutko i brała się za dalsze poszukiwania. Radość życia potrafiła wyrażać całą sobą. Spoglądała na mnie nagle z wesołym pyskiem i machnąwszy głową, ruszała biegiem w koło. „No choć ! Pobiegamy.” Zdawała się mówić, nie, krzyczeć całą swoją  postawą. Niestety, z wiekiem stawała się coraz grubsza. Było widać, że zdecydowanie przeszkadza jej to w życiu. To chyba jedna z większych krzywd, jakie my ludzie, wyrządziliśmy tym stworzeniom. Przez zabiegi hodowlane, zmierzające do zmian genetycznych, stworzyliśmy żywe worki z tłuszczem i mięsem. Wyłącznie dla własnych potrzeb. Tak też traktujemy te zwierzęta. Tylko mięso i tłuszczyk. Ze swoich chlewików są zawożone do punktów skupu. Tam wszystkie ładuje się na wielkie ciężarówki i zawozi do rzeźni. To główny cel ich trzymania, hodowania i tuczenia. Można powiedzieć, cel ich życia. W rzeźni cały transport zwierzaków spędza się do „poczekalni”, gdzie w ciasnocie i szumie dochodzących z ubojni dźwięków, czekają w niepewności na swoją kolejkę po śmierć. Czują zapach krwi i gęste od strachu powietrze. Nikogo nie obchodzi, że to bardzo inteligentne stworzenia. Rozumieją więcej, niż nam się zdaje. Gdyby ktoś potraktował w ten sam sposób psy, podniosłoby się wielkie larum. Mówiono by, że to przecież inteligentne zwierzęta, że wszystko rozumieją i że to oczywiste okrucieństwo. A mają one niższy poziom inteligencji, niż świnie. Ale to człowiek ustala reguły, wygodne dla siebie.  Niestety nasza Magda również skończyła na talerzu. Tyle, że nie musiała przeżywać tej całej katorgi transportu do rzeźni i oczekiwania na to ostateczne. Została ubita na swoim podwórku, uderzeniem w głowę. Zajęli się tym nasi znajomi z niedalekiej wioski, którzy niejedną już świnię uśmiercili i rozebrali. W gospodarstwach robi się to od wieków. Tuż przed tym wydarzeniem mój małżonek, po prostu zwiał. Tłumaczył coś zawile, że musi zdobyć sarnie mięso do kiełbasy. Złapał strzelbę i tyle go widzieli. Wrócił już w nocy. Jak nietrudno się domyślić bez żadnej sarniny. Zostałam sama z całym tym galimatiasem. Sama z wielkim garem wrzątku na kuchni i świadomością, że przy obórce na dole ktoś morduje moją Magdę.  Przygotowuje tuszę do sparzenia przed zdjęciem szczeciny  i całą resztą zabiegów rzeźnickich. Czułam się zdrajcą i mordercą. Tak więc z Magdą rozstałam się niepięknie. Został niesmak i wyrzuty sumienia. I nie zmienia tego tłumaczenie, że przecież wszyscy tak robią i że to normalne. A może lepiej byłoby dla niej, gdyby była dzikiem.  Dziki zwierz, który ginie w swoim środowisku nagle, od strzału myśliwego, w indywidualnym polowaniu, unika tych strasznych przeżyć, poprzedzających ubój. Polowania indywidualne, z podchodu, nie są okrutne, w przeciwieństwie do pędzonych. W tych drugich zwierzęta narażone są na całą gehennę strachu, ucieczki przed psami i naganką oraz niecelnych strzałów. A mówi się, że człowiek to brzmi dumnie.   

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s