N a r o d z i n y

Obrazek

Dzień był ciepły, słoneczny i gnuśny. W rozgrzanym powietrzu muchy brzęczały leniwie. Jaskółki w pogoni za owadami kreśliły na niebie zygzaki niewidocznych błyskawic. Krótkim ti- wit, wykrzykiwały swoją radość życia. Konie przysypiały w cieniu mirabelkowych drzew i białych brzózek. Ika w powolnym zamyśleniu skierowała się do stodoły po siano. „Trzeba rzucić im trochę, żeby się zbytnio nie nudziły.” Pomyślała, wchodząc do chłodnego wnętrza. „Zawsze wtedy coś wymyślą, żeby osłabić ogrodzenie z żerdzi.” Położyła kostkę siana na taczkę i wyjechała z budynku. Powoli pchała taczkę w stronę padoku. Nagle uświadomiła sobie, że w powietrzu niesie się miarowe pokwikiwanie Lalki, najstarszej z kobył. Starucha nieraz kwikiem egzekwowała posłuszeństwo koni. W końcu od lat była niekwestionowaną przywódczynią stada. Tym razem jednak pokwikiwanie było jakieś inne, miększe i nie tak nachalne. Dziewczyna rzuciła okiem w kierunku koni. Stara kobyła stała ze schyloną głową i wąchała z zaangażowaniem coś czarnego. Pogadywała przy tym kwikliwie. „Oho! Coś się dzieje.” Zaniepokoiła się. Kara Pepe, której wyźrebienia spodziewano się lada dzień, leżała obok. „Może się oźrebiła.” Pomyślała i zawróciła do domu, po pomoc. „Mamo! Coś się dzieje na padoku. Może kara się oźrebiła.” Zawołała od progu. Wzięły ręczniki, wiaderko z ciepłą wodą i jodynę i już biegły na padok, do zebranych w grupkę koni. Zbliżając się do nich wiedziały już wszystko. Mały, czarny źrebak leżał na mokrej trawie. Drobna główka z długimi uszami kiwała się niepewnie na długiej, cienkiej szyjce. Obok leżała Pepe, kara klacz, która właśnie stała się matką. Stara, biała Lalka, babka świeżo wyżrebionej klaczy, pochylała się nad prawnukiem i delikatnie obwąchiwała kiwającą się główkę. Ona dobrze wiedziała, co się stało. Urodziła i wychowała już wiele źrebiąt. I choć od dawna już nie rodziła, wiedziała dobrze, że maluchem trzeba się zająć. Przede wszystkim chronić go przed resztą stada, które otoczyło już tę grupkę, biegając nerwowo wokół. Co chwila podnosiła głowę i tuląc uszy, dawała innym do zrozumienia żeby nie zbliżali się zbytnio. Kobiety podeszły do młodej pierwiastki, która na ich widok wstała i pochyliła się nad źrebakiem. Ika sprawnie zawiązała w węzeł zwisające łożysko i obmyła zad klaczy ciepłą wodą. Pepe wyraźnie się uspokoiła i zaczęła wylizywać małego, rżąc „szeptem” przez rozwarte chrapy. Stara klacz widząc, że sytuacja została opanowana, odeszła w inny kąt wybiegu, zabierając ze sobą resztę stada. Starsza z kobiet zdezynfekowała w tym czasie pępowinę malucha i z grubsza oczyściła go z nadmiaru śluzu przyniesionym ręcznikiem. Teraz obie podniosły rozchwianego źrebaka i podtrzymując go prowadziły razem z klaczą w kierunku stajni. Konie zobaczywszy, że ludzie z klaczą i jej przychówkiem ruszyli, zbliżyły się biegając nerwowo i wierzgając. Stara obiegała przesuwającą się ku stajni grupkę, odganiając resztę stada. Dzięki niej kobiety wraz z nową rodzinką, szczęśliwie dotarły do stajni.  Wkrótce zwierzęta znalazły się w suchym, czystym boksie. Po drodze klacz wydaliła łożysko i teraz spokojnie mogła pozwolić sobie na dalszy rozwój uczuć rodzinnych. W boksie źrebak, straciwszy podparcie kobiety, przewrócił się na świeżą słomę. Matka natychmiast zarżała dmuchając mu w chrapki, żeby podtrzymać go na duchu. Niezrażony niepowodzeniem maluch od razu podjął próbę ponownego stanięcia na nogi. Po kilku podejściach i przy gorącym wsparciu mamy, udało mu się w końcu uzyskać postawę stojącą. Patykowate nóżki nie dawały zbyt pewnego podparcia i maluch chwiał się rozkraczony, usiłując za wszelką cenę wziąć się do obszukiwania maminego brzucha. Klacz stanęła nieruchomo i pogadując delikatnie odwracała głowę do źrebaka chcąc mu pomóc. Po godzinie, po wielu próbach, małemu udało się w końcu znaleźć właściwe miejsce i złapać pierwszy łyk ciepłej siary. Nastąpiła, można powiedzieć, inauguracja baru mlecznego. Klacz stała z przymrużonymi oczami i całą sobą przeżywała swoje macierzyństwo. „Ale ma pupilka. Teraz nic już nie jest dla niej ważne.” Powiedziała dziewczyna, patrząc ze wzruszeniem na tę scenę. „Świetnie! Niech będzie Pupil.” Starsza kobieta podchwyciła w lot i tak źrebak zyskał imię i stał się pełnoprawnym członkiem stada. Od tej pory jadł za dwóch, rósł i baraszkował, ciesząc się zdrowiem i miłością wszystkich.

  Obrazek

Obrazek

Obrazek

Jak widać Pupilek rósł szczęśliwie.

O przygodach naszych koni pisałam też na początku kwietnia w poście p.t. Na padoku

https://poczytajdarylasu.wordpress.com/2013/04/01/na-padoku-2/

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „N a r o d z i n y

  1. Jestem wzruszona tą opowieścią.Niech Pupilek rośnie zdrowo.:-)

  2. Angie pisze:

    Niesamowite, że stara klacz współpracowała w tej całej akcji! Świetna opowieść:)

  3. dorotanna pisze:

    Piękna, ciepła opowieść i piękne konie 🙂

  4. A mnie się podoba jak ogier pokrywa klaczkę. Wspaniałe widowisko! Ludzie mogą się schować…

  5. Rena Starska pisze:

    Małgosiu, pięknie opowiadasz. Chce się Ciebie słuchać i słuchać…
    Każde narodziny są wielkim wydarzeniem, tu radością było przyjście na świat Pupila 🙂

    Dziękuję i pozdrawiam Cię serdecznie!

    • maszynagocha pisze:

      Urodziło się u nas sporo źrebaków i zawsze oczekiwaliśmy ich z radością i podnieceniem. Masz rację, narodziny to takie magiczne, można by rzec, wydarzenie. I wzbudza zachwyt nad cudem, jakim jest świat, w którym żyjemy. Dzięki.

      • Rena Starska pisze:

        Masz szczęście przebywać wśród innych stworzeń, nie tylko wśród ludzi. Piękne to obserwacje, wspaniały fragment ludzkiego życia…

      • maszynagocha pisze:

        A z moich obserwacji wynika, że wcale się tak bardzo nie różnimy, my i zwierzęta. My też jesteśmy stworami z tej ziemi.;-)

  6. Ula Paluch pisze:

    Pani Małgosiu! Mama o pani i pani córce tyle mi opowiadała , że po prostu marzy mi się poznać takie osoby , które tak kochają zwierzęta i są takie sympatyczne! Chętnie będę zaglądać na pani bloga , bo jest bardzo ciekawy! Moja mama jest ciekawa pani opowiadań. Więc lektura gwarantowana.
    Pozdrawiam Ula z Krempach (córka Gosi i Przemka) !

    • maszynagocha pisze:

      Witam. Miło mi cię gościć na moim blogu. Zapraszam do czytania i do nas, w lubuskie lasy. Twoja hucułka prześliczna i wydaje się być bardzo sympatyczna. Wysłałam ci zaproszenie do grona znajomych na facebooka. Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s