M A J A

Obrazek

           Przeglądając jakieś starocie, natrafiłam na głęboko schowane slajdy. Odrzuciłam je kiedyś w kąt, bo były bardzo kiepskiej jakości. Właściwie nic na nich nie widać. Na szczęście nie zostały zniszczone i teraz poświęciłam im trochę czasu, w wyniku czego wyłoniły się z nich sentymentalne obrazy. Zdjęcia nadal są słabej jakości, ale już coś na nich widać.

         Wyrwane z niepamięci wspomnienia owładnęły mną nagle, gdy zobaczyłam starą leśniczówkę i kochaną łańkę Maję. Mąż przywiózł ją pewnego wiosennego dnia, wyrwawszy wcześniej z domu jakiegoś rolnika, gdzie służyła jako zabawka dla dzieciaków. Chłop tłumaczył, że znalazł porzuconą w lesie i przygarnął. Bardziej prawdopodobnym było jednak, że po prostu skłusował matkę a malucha przyniósł dzieciakom do zabawy. Cieliczka miała permanentną biegunkę, była odwodniona i niesłychanie słabiutka. Nie mogła ustać o własnych siłach. Obawiałam się, że uratowanie zwierzaka nie było możliwe. Trzymałam ją w domu i doglądaliśmy jej całą dobę. Z trudem, ale udało się zatrzymać biegunkę. To był krok pierwszy w ratowaniu jej życia. Teraz pojawiła się nadzieja, że jednak uda się ją odchować.

           Po dwóch tygodniach od pojawienia się Maji, trafił do nas koźlak, mniej więcej w tym samym wieku. Sarnie dziecię przywiózł nam zaprzyjaźniony weterynarz. Wyrwał go niemalże ze szponów jastrzębia. Maluch miał poharatany cały grzbiet. Pan doktor pozszywał, co się dało, opatrzył i przywiózł do nas. „U was ma jeszcze jakąś szansę.” Podsumował na odchodnym i pojechał, zostawiając nam kolejnego nieszczęśnika. Tak więc od tej pory były dwa, łańka i kożlę. Przynajmniej nie było im smutno. Spały razem w kojcu z sianem, w rogu kuchni. Powoli dochodziły do siebie i była uzasadniona nadzieja, że odchowają się szczęśliwie.

           Niestety po ok. dwóch tygodniach kożlak zaczął mocno gorączkować i leżał osowiały w kącie. Nie chciał przyjmować pokarmu i nie reagował na przyjazne poszturchiwania Majusi. Mimo, że sarniakowi od razu zaaplikowano antybiotyk, nie udało mu się zwalczyć zakażenia. Nasz weterynarz uznał, że zaatakowały go bakterie, które zaaplikował mu przez szpony jastrząb. Organizm był za młody na taką walkę.

-Widać tak mu było pisane. Tylko u was mógł wyjść z tego. No cóż. Nie zawsze się udaje pani Małgosiu- Pocieszał mnie, jak mógł, widząc jak bardzo jest mi przykro. Ale i tak, żal był wielki. Majusia chodziła osowiała przez kilka dni, szukając swego kumpla. W końcu zapomniała.

           Chowała się świetnie i rosła jak na drożdżach. Kiedy była sporą łańką i dawno już zgubiła swoje kropki, przeprowadziliśmy się do innego domu, oddalonego o ok. 10 kilometrów od leśniczówki. Maja dostała na swoją rezydencję wolierkę ze stajenką i nielicznymi drzewkami. Wybieg ogrodzony był siatką, więc miała ogląd okolicy. W wolnej chwili przychodziłam do niej i szłyśmy na długi spacer do lasu. Trzymała się człowieka lepiej, niż pies. Była cudownym stworzeniem o wielkich, ciemnych i bardzo błyszczących oczach z rzęsami długimi, jak firanki. Powiedzenie, że ktoś spojrzał, jak łania nobilituje, moim zdaniem. Jest to spojrzenie rozbrajające i sięga do głębi. Nasza pupilka była już sporym jeleniem a zachowywała się niezwykle delikatnie. Nigdy, w żaden sposób mnie nie uszkodziła. Nie nadepnęła, nie kopnęła i nawet jak się przytulała, żeby ją podrapać, robiła to z ogromnym wyczuciem. Nigdy nie zachwiała mojej równowagi a swoje ważyła.

           Pewnego, zimowego dnia, mokry śnieg padał od rana. Z domu wychodziło się wyłącznie z konieczności. Wszystkie zwierzęta były już obsłużone, postanowiłam więc nie ruszać się z mieszkania. Miałam tu sporo do roboty. Jak to bywa, zawsze coś zostawia się na później. Teraz był czas, aby nadrobić domowe zaległości.

        Nagle wpadł mąż , zdenerwowany spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem i zduszonym głosem oznajmił.

-Maja! Maja nie żyje!-

        Zamurowało mnie. Dopiero co byłam u niej. Dałam siano, owies, wypieściłam. Wszystko było w porządku.

-Niemożliwe!-  Krzyknęłam i już biegliśmy do woliery.

-Remus się wyrwał. Biegł wzdłuż siatki. Wystraszyła się. Ruszyła i uderzyła głową w pień drzewa-  Mąż, dysząc mi do ucha, wyjaśniał wszystko w biegu.

        Wpadłam do woliery, gdzie leżała moja Majusia. To swoje piękne oko miała otwarte i martwe. Spadające płatki śniegu topiły się w nim, jak w stawie.     Z nozdrzy powoli wypłynęła cieniutka strużka krwi. Przyklęknęłam, zamknęłam jej oko i poczułam, jak po policzkach spływają gorące łzy. Nie mogłam się powstrzymać. Moja śliczna, kochana łańka umarła tak nagle, tak bez sensu.

         Mąż zamknął już naszego wilczura, sprawcę całego nieszczęścia. Wolał, żebym go w tym momencie nie widziała. Przytuliłam się do jej szarego, zimowego futra. Wciąż była ciepła. Długo tak trwałyśmy jeszcze, a śnieg padał, padał…

Obrazek

Zdjęcie jest marniutkie, ale widać że przy jedzeniu Maja zapominała o wszystkim i nic jej nie przeszkadzało.

Obrazek

Tu karmiona przez teściową. Liczyła się butla, nie kto ją trzyma. Każdy chciał.

Obrazek

A to sarniaczek, którego chciał porwać jastrząb. Niestety nie przeżył.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

43 odpowiedzi na „M A J A

  1. Ann pisze:

    Bardzo wzruszające wspomnienie. Tyle nasuwa mi się myśli po tym tekście (zdjęcia są w sama raz), że trudno to wyrazić.

  2. Angie pisze:

    Przepięknie opowiedziana cudowna, wzruszająca historia!

  3. namiot pisze:

    Poruszające…

  4. even21 pisze:

    Smutna i wzruszająca prawda…

  5. Są jeszcze blogi, na które się „wchodzi”, będąc pewnym, że nie spotka nas zawód. Twój blog bez wątpienia do takich należy.

  6. dorotanna pisze:

    Wzruszające … trudno coś więcej dodać …

  7. Navia pisze:

    No tak …. paczka chusteczek to stanowczo za mało ….

  8. Małgośka pisze:

    Dziękuję, za wszystkie opowieści i zdjęcia, a za te fotkii szczególnie. Pozdrawiam Was ciepło.

  9. Justyna pisze:

    ojjjj wzruszyłam się …piękna i jakże smutna opowieść

  10. Kowaloova pisze:

    A ja nie wiem co powiedzieć, aby atmosfery nie zepsuć… 😉

  11. fotografka90 pisze:

    Piękna historia. Znam podobną z opowiadań mojej babci. Ma chyba tylko jedną fotografię z jelonkiem, który zadomowił się w leśniczówce jej taty czyli mojego pradziadka. Fajna historia, ale niestety również z przykrym końcem.

  12. Piękna historia, aż mi łezka w oku się zakręciła.Pozdrawiam ciepło.

  13. katemucha pisze:

    to niesamowite, jak człowiek potrafi się przywiązać do zwierzęcia…

  14. Piękna historia, choć ze smutnym zakończeniem.

  15. violamalecka pisze:

    Prawie do końca tej historii miałam nadzieję.
    że Maja przeżyła…
    Dziś, będąc z Abu na spacerze widziałam
    jak przez łan pszenicy przebiega sarna a za nią maleństwo.
    Było mi trochę żal, że tak szybko zniknęły w głębi lasu.

    • maszynagocha pisze:

      Maja była jeleniem-łańką. Ale saren udało nam się sporo odchować. Dla mnie śmierć Maji była ogromnym uderzeniem, bo stało się to nagle i w jakiś taki bezsensowny sposób.

      • violamalecka pisze:

        Mogę sobie tylko wyobrazić,
        jak bardzo Cię to zabolało,
        A w jakich rejonach Polski
        jest ta Twoja leśniczówka..?

      • maszynagocha pisze:

        Lubuskie, okolice Gorzowa Wlkp. Mieszkamy w środku lasu, ok 40 km od Gorzowa. A wokoło jeziora, duże, małe, śródleśne i otoczone miejscowościami. 🙂

  16. anythinglady pisze:

    Ten obrazek przypomina mi ‚Rogasia z Doliny Roztoki’ ❤

  17. bfcb pisze:

    Pięknie opisane! Przy lekturze człowiek zaczyna przypominać sobie podobne historie z własnego życiorysu.
    Myślę sobie, że jakby te slajdy porządnie zeskanować to więcej by sie dało z nich wyciągnąć.
    Pozdrawiam serdecznie

    • maszynagocha pisze:

      Dzięki. Już bawiłam się nim i trochę. Są naprawdę bardzo kiepskie.

      • bfcb pisze:

        Noo tak – stare slajdy się trudno skanuje. A na czym skanowałaś?

      • maszynagocha pisze:

        Na starym skanerze z przystawką do slajdów. Już go nie mam. Mam sporo starych slajdów, ale nie bardzo mam możliwości wprowadzić je do komputera. Nie znam się na tym specjalnie.;-)

      • bfcb pisze:

        Aaa no to wszystko jasne – płaskim skanerem to nie masz większych szans na uzyskanie przyzwoitego obrazu. Myślę, że lepiej mogłoby wyjść nawet po oddaniu slajdow do zeskanowania w Fotojokerze na ich labowej maszynie. Nie byłoby szału, ale z pewnością byłoby znacznie lepiej niż na przystawkach. Ostatnio mieli nawet jakąś szaloną promocje 200 slajdów za 10 PLN, czy jakoś tak. A najlepiej wyszłoby z e skanera dedykowanego do filmów. Noo ale to wiadomo koszty.

      • maszynagocha pisze:

        Dzięki za fachowe porady. Jak tylko znajdę trochę czasu, aby wyjechać z mojej leśnej pustelni, pojadę do fotograficznego zakładu. Może coś zrobią z moimi slajdami. Pozdrawiam.:-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s