DASZEŃKA- CÓRKA AMALII

             Urodziła się w naszej leśniczówce wraz z trójką rodzeństwa, które rozeszło się wkrótce po ludziach. Jej matkę, czarną, podpalaną jamniczkę szorstkowłosą Amalię, przywieźli nam, jako szczeniaka, nasi duńscy znajomi.   Obrazek                               Rodzice Daszki, leży Amalka  a siedzi  sędziwy  jamnik weterynarza.

          Amalka była psem z ogromną pasją łowiecką. Nie miała roku, kiedy po raz pierwszy wzięto ją do tropienia postrzelonego jelenia. Podejrzewano, że zwierz padł, ale nikt nie mógł go znaleźć. Suczka ruszyła po tropie, jak po sznurku, co chwilę dając głos, jak rasowy posokowiec. Ludzie nie mogli za nią nadążyć, mimo że miała przecież krótkie nóżki, jak to jamnik. Na miejsce padnięcia byka doszła błyskawicznie. Siadła przy martwym jeleniu, odwrócona do niego tyłem i drżała. Kiedy mąż przywiózł ją do domu, okazało się nagle, że psina ma sparaliżowany zad. Nie mogła chodzić, całe ciało ciągnęła tylko na przednich nogach. Byliśmy przerażeni. Ja oczywiście zwalałam całą winę na męża, zarzucając mu, że niepotrzebnie zabrał ją na to swoje ohydne polowanie. –Takie przeżycia nikomu nie mogą służyć – gderałam. Znajomy weterynarz nie mógł zrozumieć, co się stało. Po trzech dniach nerwów i szukania przyczyn wszystko przeszło, jak ręką odjął. Po prostu reakcja na stres, związany z poszukiwaniem postrzałka, była nieprawdopodobnie silna. Amalia miała, że tak powiem, rewelacyjny nos. Bardzo długo potrafiła iść po tropie, posługując się nie tylko dolnym, ale i górnym wiatrem. Była zdecydowanie małym jamnikiem, co bardzo ułatwiało jej pracę w norach. A nory były jej pasją. Potrafiła wparować do lisiej jamy tymczasowej, z jednym wejściem i wycisnąć wręcz z niej lisa. W tym czasie było w łowisku potworne zatrzęsienie lisów, co skutkowało drastycznym spadkiem populacji zwierzyny drobnej. Lisy mordowały kuropatwy, zające i młode sarniaki. Polowano więc na nie dość intensywnie. Amalka była ogromną pomocą w takich łowach. Zawzięta, ale i sprytna, pracowała z wielkim zapałem. Jak zawodową odznakę nosiła na nosie bliznę, pozostałość po którymś spotkaniu z lisem w norze. Zawsze jednak udawało jej się wygonić go z nory, jeśli tylko tam był.

            Pewnego razu, kiedy byłam z córką na kilkudniowym wyjeździe Amalia dostała cieczki. Mąż od jakiegoś czasu szykował się na polowanie na lisie nory. Mimo cieczki wziął suczkę do plecaka i przejechał motorem niemal 40 km, do miejsca gdzie była górka podziurawiona jak ser norami lisimi. Na miejscu wpuścił psa do wejścia jednej z nich. Sunia wpadła do nory i słychać było jak szczeka wewnątrz. Po chwili wyskoczyła innym wejściem, wskoczyła znowu i znikła na dobre. Nie pomagało nawoływanie. Mąż wraz ze znajomym przekopali całą górkę, ale Amalki nie znaleźli. Pewni byli, że pies nie został zasypany. Po drugiej stronie góry była wioska i podejrzewali, że suczka wyskoczyła na tamtą stronę i prawdopodobnie namierzyły ją tam wioskowe psy. Była przecież w cieczce. Mimo, że kilka dni chodził po wiosce, szukając psa, wypytywał i zaglądał na podwórka, nie znalazł. I tak zginęła nasza Amalka. Nietrudno wyobrazić sobie awanturę, jaka wybuchła po moim powrocie do domu. Gdybym nie wyjechała, nie pozwoliłabym wziąć suki w cieczce na polowanie. W domu długo były tzw. ciche dni, ale Amalki i tak już nigdy nie znaleźliśmy.

           Zanim jednak miały miejsce te wydarzenia, Amalia spłodziła ze starym, ale jarym jamniorem znajomego weterynarza, czworo pięknych szczeniaków. Jak tylko towarzystwo nieco podrosło, pętało się wszędzie i to zawsze pod nogami. Kiedy przyjechała moja mama na Święta Wielkanocne, ciągle nie mogła się przyzwyczaić, że trzeba uważać na każdy krok. Niosąc z kuchni, przez długi korytarz do pokoju, półmisek z wielkanocnymi przysmakami, wykonała w cyrkowym stylu, chyba najdłuższy krok w swym życiu. Nie chcąc bowiem nadepnąć szczeniaka, który właśnie przytelepał się pod jej nogi, szukała wolnego miejsca na postawienie stopy. Okazało się jednak, że w każdym nowo wybranym miejscu znajdował się kolejny szczeniak. I tak jej wykrok stawał się coraz dłuższy. Niewiele brakowało a zrobiłaby szpagat. W końcu jednak wylądowała szczęśliwie, żonglując trzymanym w ręku półmiskiem. Działo się to wszystko w dużo szybszym tempie niż opowiadanie o tym i wyglądało jak jakiś taniec-połamaniec. Chwalić Boga nic jej się nie stało a półmisek trafił na stół w stanie nienaruszonym.

           Obrazek

                              Daszeńka wita gości.

         W miarę podrastania, szczenięta rozeszły się między ludzi. Została tylko Daszeńka. Chwytała za serce każdego i nawet imię dostała tylko ona z całej czeredki szczeniaków. Od tej pory były na stałe w domu trzy jamniki, jak mawialiśmy, ogony: Bartek, Amalka i Daszka. Wołaliśmy je zresztą tak samo. Na okrzyk –ogony!- biegły wszystkie, na złamanie karku. Dasza była ukochanym pieskiem mojej córki i gotowa była zawsze bronić jej do upadłego. Gdy wychodziliśmy wszyscy z domu, zostawiając Daszkę samą, ściągała zawsze jakąś rzecz córki na swoje posłanie. Szaliczek, skarpetkę, cokolwiek, byle pachniało jej ukochaną pańcią. Oficjalnie została psem naszej latorośli, gdy rzuciła się w jej obronie na swoją matkę, która wyszczerzyła zęby w kierunku dziecka. Zaatakowała ją z bulgotem i odsłoniętymi zębiskami, przeganiając w drugi kąt pokoju. Siadła potem przy swojej wybrance, zasłaniając dostęp do niej. Spoglądała jej w oczy z taką miłością, że wszyscy stwierdzili zgodnie, że to na pewno jej pies, duszą i ciałem.

Obrazek                                          Daszeńka broni swojej pańci.

            A Amalka raz jeszcze była szczęśliwą mamuśką małych jamniorków. Nie traktowała ich jednak ze zbyt wielką miłością. Karmiła je łaskawie, natomiast tony uczucia dostawały szczeniaki od Daszki. Lizała je po brzuszkach i pupkach, układała się tak, by je otulić i ukochać. Była najcudowniejszą ciotką (choć faktycznie starszą siostrą) z nieprzebranymi pokładami miłości. I tak naprawdę, to ona wychowała drugi miot Amalii. Sama nigdy nie była matką.

Obrazek

                          „Tak ubrała mnie moja mała pani, to znaczy że tak ma być.”

            Ponieważ postanowiła, jako się rzekło, być psem mojej córki, starała się nie opuszczać jej ani na chwilę. Kiedy ta szła do lasu, sunia za nią. Dziewczyna wspinała się na drzewo, sunia warowała na dole, nie dopuszczając nikogo na odległość nie mniejszą niż dwa metry od pnia. Gdy przed domem zjawiał się ktoś obcy, stawała między swoją pańcią a przybyszem i poszczekiwała ostrzegawczo. Poza tym była niezwykle przyjaznym i sympatycznym psem. Jeździła z nami wszędzie, nawet do Warszawy, chociaż podróż samochodem przeżywała zawsze bardzo ciężko. Ciekawe, że córka również miała ogromne problemy z jeżdżeniem autem na większe odległości.

Obrazek

                      Na starość mocno wyłysiała.

            Daszeńka żyła 14 lat. Pod koniec życia straciła większość włosów. Wyłysiała i stała się całkiem głucha. Zawsze była jednak bardzo oddana i uczuciowa. Mimo, że żyła sporo, jak na jamnika, zginęła śmiercią tragiczną. W czasie letnich upałów leżała sobie zwykle na podwórku, przed gankiem, wybierając jakieś ocienione miejsce. Tego dnia przed domem stał samochód znajomego, który przyjechał do męża w jakiejś sprawie zawodowej. Nikt nie zauważył, że suńcia powlokła się w cień samochodu i ułożyła pod tylnym kołem. Kiedy właściciel auta wsiadł do środka, włączył silnik i postanowił cofnąć, żeby nie wykonywać zbyt mocnego skrętu. Niestety głucha Daszka nie mogła usłyszeć warkotu silnika i została tam, gdzie się położyła. Żyła jeszcze i patrzyła na nas wiernymi, załzawionymi oczami. Niestety trzeba było pomóc jej odejść i skrócić jej męczarnie. Płakali nawet mężczyźni. Wiem, że na pewno dostała się do psiego raju.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

27 odpowiedzi na „DASZEŃKA- CÓRKA AMALII

  1. Night pisze:

    Przypomniałem sobie swojego jamnika. Nie żyje już od 2002 r. Jamnik to po prostu jamnik, pies osobny. Zaczepiał zawsze największe rasy, głośno wypraszał gości siadających na jego fotel, ale gdy do pokoju wleciała osa w panicę właził pod regały, a nawet w szparę pomiędzy łóżkiem, a ścianą 🙂

  2. Z przyjemnością czytam Twoje opowiadania, są takie wzruszające. Czekam na więcej. Dziękuję 🙂

  3. Ann pisze:

    Wzruszająco opisujesz. Takie małe przypomnienia, które mnie wyciskają łzy z oczu…

  4. Nie cierpię jamników. Ale Twoją ś.p. Daszeńkę polubiłem.

  5. Rena Starska pisze:

    To nie psi raj, to nasz wspólny raj…
    Łzawe oczy me…
    Cóż Ty wyczyniasz Droga Małgosiu swoimi wspomnieniami ze mną?

    Niezwykle ciepłe pozdrowienia posyłam…

  6. Piękne wspomnienia. Pies to jednak wierny towarzysz człowieka … nie dziw, że i płaczem się go żegna …

  7. Justyna pisze:

    Moja Siostra upodobała tę rasę i twierdzi ,że nie ma mądrzejszych psiaków:) czasami się z nią droczę i mówię chyba bardziej hałaśliwych :))
    Co pies to historia tak jak u ludzi 🙂 w swoim dorosłym życiu mam 3 pieska , sunię Lalę – basseta , ale najczulej wspominam Tysona – boksera , był mądrym ułożonym pieskiem . Mąż do dzisiaj mówi o nim mój kolega 🙂 bo faktycznie był jak dobry , wierny kumpel 🙂

  8. violamalecka pisze:

    Nasza Miłka, mieszanka ras wszelakich
    jest z pyszczka bardzo podobna do Amalki…. 😉

  9. bfcb pisze:

    Jak zawsze, zmuszasz mnie do zamyślenia. Dziekuję.

  10. Kwiat Lotosu pisze:

    Piękny jest ten blog, szalenie inspirujący do życia w bliskości z naturą… zwierzęta to moja wszech ogromna miłość, dlatego nie mogę napatrzeć się na te niesamowite fotografie i te historie z ich życia, … jakbym czytała książkę Doroty Sumińskiej:))) cuuuuuuuudne, balsam dla mojej duszy!


  11. Leśne opowiadania są takie piękne.Dziękuję i pozdrawiam.Gosiu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s