Klient

Obrazek

Wychynął z lasu i podążał pewnie w stronę naszego domu. Zbliżając się do drzwi podniósł ogon i rozwarł pyszczek w bezgłośnym miauknięciu. Siedząca na ławeczce przed domem niewielka, bura koteczka –Kicia, wstała robiąc piękny „koci grzbiet”. Wyciągnęła przednie łapki i ziewnęła, przeciągając się leniwie. Stałam w drzwiach, obserwując ze zdziwieniem zbliżającego się kota. Był to dojrzały, duży samiec, bury z białymi łapkami, białym krawacikiem i brudką. Skąd się tu wziął? Szedł jak do siebie, patrząc na mnie i pomiałkując. Pochyliłam się a on dotknął miękko moich nóg, muskając mnie uniesionym ogonem. Pogłaskałam lgnącego do ręki zwierzaka. Kotka siedziała już znowu na ławeczce, jak statuetka, przyglądając się z góry przybyszowi. Dziwny gość w środku lasu, z dala od ludzkich osiedli. Najbliższa wieś położona była za lasem, w odległości ok. 3 km od naszego domu. Nic, tylko znowu ktoś, przejeżdżając obok, wyrzucił zwierzaka z samochodu. Ileż to już razy powtarzał się ten proceder? Jak tacy ludzie trafiają akurat na tę drogę leśną? Regularnie, zimą lub wiosną, podrzucają nam jakieś zwierzaki. Dlaczego nam? Tak daleko od ludzkich osiedli. Lepiej, co prawda, że trafiają do nas a nie w środek lasu, w dzicz, gdzie niejednokrotnie bywają jeszcze przywiązywane do drzewa lub gorzej.

            Nasi znajomi z wioski za lasem, mają psa, na którego ich syn przypadkowo natknął się w środku lasu. Pies miał złączone parami, przednie i tylne nogi, przy pomocy taśmy klejącej. Ponadto, taką samą taśmą zaklejono mu pysk, nie mógł więc nawet ziajać. Nie wiem jaki był zamysł okrutnika, który to zrobił. Niewątpliwie pies padłby w męczarniach, gdyby nie został znaleziony. Niewiele już zresztą brakowało. Był już właściwie w drodze na tamten świat. Zszokowany chłopak rozciął obręcze z taśmy i wziął zwierzaka na ręce. Miał dziwne wrażenie, że stworzenie nic nie waży, mimo że był to spory pies. Był tak słaby, że nie miał siły podnieść głowy, która zwisała bezradnie, gdy chłopak niósł go do samochodu. Kiedy dotarli do domu, pies szczęśliwie żył jeszcze. Był niesamowicie odwodniony a nie miał siły aby utrzymać głowę nad miską z wodą. Leżał na boku i próbował złapać choć mały łyk. Mobilizując wszystkie siły, podrywał głowę i rzutem na miskę łapał trochę wody, po czym głowa znów opadała mu na ziemię. Widząc mękę zwierzaka, gospodyni nabierała trochę wody w strzykawkę jednorazową i wyciskała mu delikatnie do pyska. W ten sposób wypił pierwsze, od wielu dni, pół miski. Psa ułożono na słomie w spokojnym miejscu. Długo trwał powrót zwierzaka do normalnego życia. Z pomocą weterynarza udało się zawrócić psa ze śmiertelnej równi pochyłej. Do dziś właściciele twierdzą, że nigdy nie mieli wierniejszego przyjaciela. Za chłopaka gotów byłby oddać życie. Tak okazują wdzięczność zwierzęta, mimo że wcześniej na własnej skórze odczuły, jakim okrutnikiem potrafi być człowiek.

            Wracając do naszego kota, wkrótce stał się u nas domownikiem. On też nie był przyzwoicie potraktowany przez swoich poprzednich właścicieli. Po prostu im się znudził, więc został wyrzucony, jak niepotrzebny łach. Kiciuś zachowywał się bardzo przyjacielsko i przymilnie. Na pierwszy rzut oka widać było, że zwierzak mieszkał w domu. Był dobrze wychowany, spokojny i bardzo towarzyski. Miał tylko jedną, niezwykle charakterystyczną cechę- mruczał. Robił to bardzo głośno i tak się w tym mruczeniu zapamiętywał, że zaczynał się wtedy nieprawdopodobnie ślinić. Trzeba było być na to przygotowanym, zwłaszcza, gdy człowiek ubrany był elegancko. Należało wtedy być ostrożnym z pieszczotami, aby ubiór swój zachować w czystości.

Obrazek

W jednej sprawie kocisko traciło zimną krew i stawało się kłębkiem nerwów. Był to czas przygotowywania posiłku. Kicia czekała zawsze cierpliwie na swoją miseczkę, siedząc spokojnie ze zmrużonymi oczami. Klient, jak nazwaliśmy przybysza, niecierpliwił się i kręcił, miauczał i chodził na tylnych łapach.

Obrazek

Zgodnie ze swoim imieniem był stałym klientem na miskę z żarciem. Urzędował u nas przez parę lat. Był przyjazny dla każdego. Żył w zgodzie z naszymi kotami i psami. Nawet z kurami potrafił żyć w zgodzie i bardzo chętnie odpoczywał w kurzych gniazdach. A jajek tam zniesionych nigdy nie potłukł. Niestety spotkał gdzieś dzikiego kocura, który mocno go poturbował. Przyszedł do domu poraniony i kulejący. Opatrzyliśmy go a psy zostawiliśmy na noc na dworze. Gdyby przyszedł dziki kocur, na pewno by go pogoniły. Powoli Klient doszedł do siebie, ale już nie był taki, jak wcześniej. Nie był już młodym kotem i ta przygoda nie pozostała bez śladu. Przyspieszyła starzenie i właściwie była główną przyczyną jego rychłej śmierci. Do końca miał jednak szczęśliwy dom i przyjaciół.

Obrazek                                            Klient w kurzym gnieździe.

ObrazekMicha jest tuż, tuż.

Obrazek

                     W tym stadium rozkoszy pyszczuś był już cały mokry.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

22 odpowiedzi na „Klient

  1. bfcb pisze:

    Jeden z naszych szaraków też zapamiętuje się w tubalnym i basowym mruczeniu. I rzecz jasna – ślini się wtedy okrutnie. Dzięki za kolejny ładny wpis.
    Pozdrawiam serdecznie

  2. Justyna pisze:

    Nie wiem , nie rozumiem , nie jestem w stanie sobie wyobrazić co kieruje ludźmi ( z trudem wystukałam to słowo , bo na nie nie zasługują ) , którzy potrafią dopuszczać się takich okrucieństw na zwierzętach. Miałam zdarzenie podobne , będąc z koleżanką na spacerze leśnym natrafiłyśmy na sunię przywiązana do drzewa drutem. Wycieńczoną , młodziutka sunię . Zabrałyśmy ja natychmiast do weterynarza , tam dostała kroplówkę a my zalecenia by poić ja i karmić co 1-2 godziny małymi dawkami wody z glukozą i mocno rozcieńczonym mlekiem humana „O” . 3 dni na zmiane dyzurowałyśmy przy Sasi . Została u koleżanki , ale do końca swojego długiego bo 15 letniego żywota , na mój widok dostawała szału radości 🙂 Myślę ,że skrzywdził ja jakiś męski frędzel bo żadnemu Facetowi nie dała sie dotknąć , okazywała nieufność a nawet agresję.
    Kocur Klient przesympatyczny:) Moje kociaki tez pomrukuja , ale nie az do takiej ekstazy:)))

    • maszynagocha pisze:

      O tym okrucieństwie odpisałam już Angie. A to, że to pewnie facet ją skrzywdził, może być prawdą. My mieliśmy klacz, kupioną na jarmarku, która na facetów śmierdzących alkoholem i papierosami była niesamowicie cięta. Coś w tym jest, trzeba zawsze obserwować zwierzęta, bo można się wiele dowiedzieć.

  3. Angie pisze:

    Podobnie jak Justyna, nie wiem, nie potrafię pojąć , czym kierują się ludzie( tzn.te potwory w ludzkich ciałach) , czyniąc takie okrucieństwo! Nie miałabym litości dla takich bestii, zabić takiego , to mało.
    Wybacz Gosiu, ale gdy czytam , gdy słyszę o męczarniach zwierząt , ” nóż sam mi się otwiera”.
    Zawsze mam cichą nadzieję, że los odpłaci jakoś tym okrutnikom…

    Opowieść o Kliencie świetna, jego zdjęcia stojącego na tylnych łapkach cudowne! 🙂

    • maszynagocha pisze:

      Ludzie, którzy dopuszczają się takiego bezinteresownego okrucieństwa nie są szczęśliwi i tak, czy siak spłacają swój potworny dług. Lepiej więc nie iść w ich ślady. Myślę, że dla nas to ta ciemna strona świata. Cóż, jest dobro i zło, jedno nie istnieje bez drugiego. 😉

      • Angie pisze:

        Tak, to ciemna strona, a wściekam się zwykle na swą i świata bezsilność wobec ZŁA.
        Nie chce mieć psa, kotka, bo znudziły się ” zabawki” – niech odda do schroniska, niech nawet podrzuci ludziom, ale, na Boga!- niech nie znęca się taki potwór jeden z drugim, trzecim itd !!
        Kiedyś w pracy rozmawialiśmy z kolegami( 3/4 to męska załoga;) ) o pewnym zdarzeniu, jakie miało miejsce niedawno i stosunkowo blisko nas. Otóż jakiś mężczyzna zakopał skatowanego, żywego wilczura do wysokości głowy i zostawił tak..na szczęście ktoś przypadkiem znalazł psinę, wezwał na miejsce weterynarza (i policję) .Pies przeżył.
        Ja i moi koledzy byliśmy zgodni; każdy z nas, w pierwszym odruchu powiedział:
        ” tak samo zrobić skur..nowi, aby POCZUŁ to! „

      • maszynagocha pisze:

        No tak. Niestety świat jest pełen zła, możemy tylko próbować je złagodzić i sami starać się go nie czynić.To, co napisałaś o tym wilczurze, potworne. Zwyrodnienie. Może trzeba to leczyć?

  4. Małgosiu,tak pięknie opisujesz swoje przyjaznie ze zwierzętami.
    Ja tez kilka psów uratowałam od smierci. Ale to straszne historie, nawet trudno w nie uwierzyć.

  5. innam pisze:

    Czasem Twoje notki są dla mnie bardzo trudne do czytania. Nie dlatego, że kiepsko piszesz – wręcz przeciwnie! Tylko po prostu ludzkie okrucieństwo, Twoje opisy krzywdzonych zwierząt po prostu łamią mi serce. Nie mogę tego znieść. Echhh… Ale całe szczęście zwykle równoważysz całość będąc dobrą duszą, która żadnego zwierzaka nie zostawi bez pomocy. Szacunek dla Ciebie. Pozdrawiam!

  6. Asenata pisze:

    Klient i tak pod dobrą gwiazdą urodzony bo w końcu na Ciebie trafił 🙂
    O bezduszności niektórych ludzi nie chce mi się nawet pisać

  7. Ludzie co roku zabijają miliardy zwierząt; z różnych przyczyn. Myszy i szczury giną w potwornych męczarniach trute na skalę światową. Gryzonie w potwornych męczarniach umierają w ośrodkach badawczych. Wszystko zależy od intencji człowieka. Jeśli szczury zabijane są, żeby nie przenosiły zarazy i nie „podbierały” człowiekowi plonów – to wszystko w porządku. Jeśli szczury giną, bowiem testuje się na nich nowe leki np. antynowotworowe – to wszystko w porządku. Ale jeśli giną tylko dlatego, że dzięki ich śmierci powstają nowe generacje kremów i kosmetyków, to już budzi mój sprzeciw. To tak z grubsza.
    Opisany przez Ciebie przypadek to zwyrodnienie. Męczenie zwierząt udomowionych jest potężnym regresem człowieczeństwa. No ale czy to aż takie dziwne w świecie, w którym dozwolona jest tzw. „aborcja”? Skoro można zabić niewinnego człowieka za pomocą trucizny i rozszarpać jego ciało?

    • maszynagocha pisze:

      Dziękuję za komentarz. Tak z grubsza, to w naszym świecie śmierć jest normą. Podstawa to łańcuch pokarmowy. Sarna np żre trawę, która jest niewątpliwie organizmem żywym. Sarnę może rozszarpać wilk, zjeść dzik a małą każdy mięsożerca. Dzika czy wilka może zabić człowiek. I tak to się już toczy. Nie znaczy to jednak, że ewidentne, bezinteresowne maltretowanie jednego stworzenia przez drugie ma być normą, bo nie jest. I tu jest pies pogrzebany, że pozwolę sobie na kolokwializm. Myślę, że jest to psychiczne wypaczenie i całkiem możliwe, że jakieś takie ogólne „odmoralnienie” pcha ludzi do takich, chorych zachowań.

  8. Pomijając przypadki patologicznego braku empatii (nie wspominając o Kainowym uniku) w takich aktach okrucieństwa paradoksalnie odgrywa rolę dziecinny (niedojrzały) wstyd przed kompromitacją, gdyby się wydało wyrzucenie zwierzęcia: przywiązują żeby nie wróciło i kneblują żeby nie sprowadziło pomocy szczekaniem. Człowiek prymitywny pozbawiony tego wstydu po prostu je zabija albo topi w worku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s