Następstwo zdarzeń

Opowiadanie to powstało w oparciu o wydarzenia, jakie rzeczywiście miały miejsce w naszym domu. Moja niespełna trzynastoletnia córka i jej koledzy z klasy przeżyli dziwne spotkanie, które pociągnęło za sobą lawinę wydarzeń i o tym jest ten tekst.

Obrazek

         Zmierzch zapadał niezrozumiale szybko. Dzieci stały za domem, patrząc w stronę oddalonej o około 500 m szosy. W gęstniejącym mroku światła samochodów przesuwały się w obie strony, omiatając okolicę. Patrzącym wydawało się, że nagle ponad szosę uniosła się dziwna grupka świateł. Kiedy znalazły się nad sznurem samochodów, zawisły nieruchomo, pozostając tak przez jakiś czas. Po chwili zlały się w jedno, które zaczęło unosić się w górę, coraz wyżej i wyżej, aż ruszyło pewnie w stronę lasu. Robiło wrażenie jakby to jakiś samolot czy sputnik przemieszczał się po niebie. Spojrzeli po sobie.

-Ciekawe, co to takiego?- mówiąc to, dziewczynka o ciemnych włosach, zebranych w koński ogon, spojrzała pytająco na swoich towarzyszy.

-O matko! Patrzcie. To mruga tak jakoś rytmicznie- krzyknęła druga i położyła rękę na ustach, jakby przeraziła się tego, o czym mówiła.

-Mam latarkę. My też zamrugamy do niego, tylko po swojemu. Niech nie myśli, że nie mamy swojego języka- jasnowłosy chłopak z kręconymi lokami zakrzyknął buńczucznie, wyciągając latarkę z kieszeni kurtki.

         Skierował jej światło na obserwowany obiekt i zaczął mrugać nią w bardzo szybkim tempie. Tajemnicze światło zatrzymało się nad lasem. Po chwili częstotliwość, z jaką mrugało do tej pory dostosowała się do rytmu mrugnięć latarki. Chłopak zaskoczony tą zmianą, wyłączył światło. Wszyscy poczuli jakiś dziwny niepokój.

 -E tam – próbował dodać sobie odwagi, bagatelizując niezrozumiałe zdarzenie.

-To jakiś przypadek. Bzdura! Zobaczymy, co zrobisz teraz, mądralo!- włączył latarkę i znowu zamrugał, w innym niż obiekt tempie.

-No i co powiesz cwaniaku?- chojrakował, zagłuszając niepokój.

         Światełko nad lasem przestało mrugać na chwilę, wisząc nieruchomo. Cisza dzwoniła im w uszach. Nagle dziwny obiekt znów zamrugał, teraz w podanym przez chłopaka rytmie. Ten natychmiast zgasił drżącymi palcami latarkę. Stali w ciszy i patrzyli na ten dziwnie mrugający do nich punkt..

-Chodźmy do domu, niech go diabli- dziewczyna z końskim ogonem klepnęła chłopaka w ramię.

Nagle od tyłu uderzyło w nich światło, a przed sobą zobaczyli na ziemi swoje długie cienie. Podskoczyli jak oparzeni.

-A wy, co tu robicie?- powiedział ojciec dziewczyny, który wyszedł z garażu na zalany światłem podjazd.

-Co tu robicie po ciemku? Chodźcie do domu, mama upiekła szarlotkę. Chyba już wystygła. No chodźcie na wyżerkę- namawiał mężczyzna obejmując córkę ramieniem i popychając dzieciaki w stronę budynku.

-Nie, nie. Bardzo dziękujemy, ale my musimy wracać do domu. Rodzice będą się denerwować- jasnowłosy chłopak uśmiechnął się i pociągnął za rękę swoją towarzyszkę.

-Tak, już późno się zrobiło, a jeszcze mamy kawałek do domu. Pójdziemy na skróty przez pole. Będzie szybciej. Cześć Inka- koleżanka machnęła ręką na pożegnanie.

-Do widzenia panu. Dziękujemy za zaproszenie, ale już dość późno, a ja jeszcze lekcji na jutro nie skończyłem- tłumaczył się dalej chłopiec.  Odchodził odwracając się co chwila i machając na pożegnanie, aż znikli w ciemnościach.

          Przez bramę wyszli na betonową drogę prowadzącą do szosy i wioski. Nie chcąc wędrować pół kilometra betonówką a potem jeszcze szosą do domu, przedarli się przez ograniczające drogę krzaki i wyszli na pole. Z dala widzieli światła wsi i przesuwające się po szosie samochody, jakby ciągnięte na sznurach ze świateł reflektorów. Idąc na skos przez pole z rozgorączkowaniem rozmawiali o swych ostatnich przeżyciach. Odwrócili się nawet, sprawdzając czy dziwne światło jeszcze wisi nad lasem. Nic nie było, tylko gwiazdy jarzyły się na czystym niebie.

-Ale numer. Tak jakby to było we śnie. Nie? Teraz żadnego śladu- chłopak na głos analizował ostatnie wydarzenia.

-Przestań Misiek, bo aż ciarki mam na plecach. Lepiej, że tego już nie ma. A może nam się tylko zdawało?- dziewczynka machnęła ręką, jakby odganiając złe myśli.

       Przyspieszyli. Chcieli jak najszybciej znaleźć się w domu, wśród ludzi. Nagle od szosy uderzyło w nich jaskrawe światło. Przeskoczyli w bok, ale światło przesunęło się za nimi jak przyklejone. Spojrzeli na siebie i w tej samej chwili ruszyli pędem w stronę krzaków rosnących wzdłuż betonówki. Wpadli w zarośla i rzucili się na ziemię. Krew dudniła im w uszach. Oddech uwiązł w gardle. Bali się oddychać, żeby nikt ich nie usłyszał. Dziewczyna powtarzała w myślach zapamiętane strofy pacierza. Byli przekonani, że to straszne światło będzie ich szukać. Od strony wjazdu z szosy na betonową drogę pojawiły się światła. Wcisnęli się w trawę pod krzakami, zakrywając głowy rękami. Narastający szum i stukanie na łączeniach betonowych płyt zbliżały się złowrogo. Po chwili obok nich przejechał wolno samochód. Wjechał przez bramę na posesję, którą niedawno opuścili. Wstali i przedarli się z krzaków na betonową drogę. Nie chcieli już wchodzić na pole. Szli bardzo szybko nie odzywając się do siebie. Kiedy dotarli do szosy zeszli na pobocze i tak doszli do wioski. Tu zwolnili.

Chłopak pokiwał głową i powiedział -Ale numer, mam dość na dzisiaj. Co za dziwny wieczór-.

Machnęli sobie ręką na pożegnanie i rozeszli się do domów.

         Inka poczekała chwilę, aż koledzy znikną w ciemności. Po chwili zerknęła w kierunku lasu. Dziwne światełko przesuwało się w górę i w dół, jakby bujało się na huśtawce. Potem znieruchomiało. Stało przez chwilę w jednym miejscu i nagle błyskawicznie zaczęło się zmniejszać aż znikło. Sprawiało wrażenie, jakby odleciało z ogromną prędkością. Dreszcz przebiegł jej po plecach.

-Dobrze, że znikło i niech tu już nie wraca – pomyślała. Odwróciła się na pięcie i poszła do domu na obiecaną szarlotkę.

Mama szykowała młodszego braciszka do spania. Siedząc na tapczanie zakładała mu ciepłą pidżamkę. Inka podeszła do biurka i zaczęła pakować książki do szkolnego plecaka.

-W kuchni jest ciasto. Weź sobie, bo nie jadłaś. Myślałam, że Michaś i Asia przyjdą z tobą, ale tata mówił, że poszli do domu- odezwała się mama kończąc przebierać małego Kajtka. Nagle rozległo się pukanie w szybkę drzwi wejściowych.

-Inuś, zobacz, kto tam przyszedł- rzuciła kobieta przez ramię do pakującej książki córki. Dziewczynka poszła do przedpokoju.

-Kto tam?- zatrzymała się przy drzwiach, pytając.

W sieni za drzwiami paliło się światło. Za zieloną, szroniastą szybką drzwi wejściowych nie było widać nikogo.

-Kto tam?- powtórzyła niepewnym głosem.

        Nikt nie odpowiadał. Za zieloną szybą pokazała się od dołu malutka rączka. Zaciśnięta piąstka uderzyła w szybę dwa razy i znikła. Nadal nikt się nie odzywał. Inka wróciła do pokoju i w milczeniu stanęła przed matką. Nie mogła wydusić słowa. Była biała jak kreda. Kobieta spojrzała na córkę i wystraszyła się. Nigdy nie widziała jej w takim stanie. Nie było to normalne zachowanie dla tej racjonalnej i opanowanej dziewczynki.

 -Co się stało? Kto to był?- zaniepokoiła się kobieta.

-Nie wiem. Tam tylko była taka mała, zielona rączka- wyjęczała Inka przez ściśnięte gardło.

-No jak to? Trzeba przecież otworzyć. Tam ktoś czeka- mówiąc to kobieta wstała z tapczanu, chcąc otworzyć drzwi wejściowe.

-Nie!- krzyknęła dziewczynka. -Nie otwieraj! To jest coś dziwnego-

       Mały Kajtek, obserwujący do tej pory uważnie przerażoną siostrę, wbił się teraz palcami w udo matki i przywarł jej do nogi z całej siły. Kobieta zachwiała się, tracąc równowagę. Nie przewróciła się tylko dlatego, że zdążyła złapać za framugę drzwi. Dzieci próbowały ją zatrzymać i nie dopuścić do otwarcia drzwi wejściowych.

 -No przecież to nienormalne. Dajcie spokój, tam ktoś czeka pod drzwiami, a wy tu takie cuda wyprawiacie- Ciągnąc za sobą nogę z przyklejonym do niej dzieciakiem, kobieta próbowała dotrzeć przez przedpokój do drzwi wejściowych.

-No, kto tam? Już idę.- wołała, z trudem przemieszczając się do drzwi.

Za zieloną szybką nikogo nie było widać. Jakby na ganku nikogo nie było. Dziewczynka stanęła przed drzwiami, przeciwstawiając się gorąco ich otwarciu.

-Nie mamo! Nie otwieraj! Tam jest coś dziwnego. Chodźmy do taty-.

         Wobec takiej fali przerażenia, kobietę zaczęło ogarniać zwątpienie. W innej części domu mąż siedział przy kolacji ze swymi gośćmi. Nie chciała mu przeszkadzać, ale sytuacja była na tyle niesamowita, że postanowiła zwrócić się do niego o pomoc.

-No dobrze już, dobrze. Idź Ineczko po tatę- zwracając się spokojnie do córki, próbowała opanować sytuację.

-Nie! Nie pójdę sama. Chodźmy wszyscy- odpowiedziała dziewczynka i przywarła matce do ramienia.

-O Boże!- jęknęła kobieta. -No dobrze, pójdziemy, ale puśćcie mnie, bo nie mogę się ruszyć.-

Inka puściła matkę, ale trzymała się tuż przy niej. Mały Kajtek ciągle jednak pozostawał przyklejony do matczynej nogi, jak małpiątko. Kobieta, śmiejąc się z zakłopotaniem, ruszyła do męża ciągnąc za sobą nogę z synkiem. Ta dziwna grupa wparowała do dużej jadalni wzbudzając niemałe zdziwienie w oczach obecnych.

 -Co się stało? Co wam jest?!- Mąż zerwał się od stołu, patrząc przerażonym wzrokiem na swoją rodzinę w tak przedziwnej konfiguracji.

-Przepraszam was kochani, ale sama nie wiem, o co chodzi. Ktoś pukał do drzwi i Inka poszła otworzyć. Nie wiem, co się stało, bo wróciła przerażona i nie pozwala mi dotknąć drzwi. Opowiada o jakiejś zielonej rączce. Nic nie rozumiem. Choć Maćku z nami. Może jednak uda się w końcu rozwiązać tę zagadkę-  wyłuszczyła całą sprawę, próbując przynajmniej zrelacjonować z sensem te bezsensowne wydarzenia.

-Tam jest coś dziwnego. Widziałam małą, zieloną rączkę. Jak u kosmity!- dodała dziewczynka nie odstępując matki.

-No dobrze. To chodźmy się przywitać z tymi kosmitami. W końcu to goście. Trzeba ich godnie przyjąć- mąż i ojciec starał się opanować sytuację, czując na karku ciężar odpowiedzialności za rodzinę.

Przeprosiwszy biesiadników powędrowali już w pełnym składzie do drzwi wejściowych. Pan Maciej podszedł do nich i wykonując powitalny gest ręką, oraz kłaniając się z kurtuazją, otworzył wreszcie drzwi.

-Witamy gości z wszechświata w naszych skromnych progach.-

Na ganku nie było jednak nikogo. Drzwi na dwór były lekko uchylone. Pan domu otworzył je szeroko i zawołał -Jest tam kto?-

Zza rogu, spod okien od pokoju, wyskoczył mały chłopiec, niewiele starszy od Kajtka. Jego kolega z oddalonej o kilka kilometrów miejscowości. Za nim zza ściany wychynęli jego rodzice, znajomi gospodarzy.

 -Co u was się dzieje? Pawełek pukał, ale nikt nie otwierał, a słyszał, że jesteście – wyrażał swe zdziwienie tata Pawełka wchodząc po schodach na ganek.

-Oto i nasz mały kosmita- gospodarz pogłaskał małego gościa po głowie i witając się z rodzicami, wprowadził wszystkich do środka.

 -Wracamy z wyprawy do lasu i wpadliśmy po drodze, ale zaraz jedziemy, bo strasznie jesteśmy zmęczeni. Jakiś dziwny ten wieczór. Jechaliśmy do was i z szosy zobaczyłem, że po polu ktoś się kręcił. Omiotłem więc pole reflektorami i widziałem dwie osoby. Potem uciekli i straciłem ich z oczu. Chyba znowu kłusownicy się ruszyli- gość opowiadał wydarzenie z ostatnich minut przed przybyciem.

         Kajtek dawno puścił już maminą nogę i obaj ze swym kumplem wylądowali w pokoju dziecinnym, przy zabawkach. Inka, mocno zaróżowiona, oddychała z ulgą. Sama nie mogła zrozumieć, jak mogła wpaść w taki nastrój i tak się nakręcić. Pani domu zaparzyła herbatę i wszyscy spokojnie usiedli przy stole, żeby wypić gorący napar. Goście nie zabawili długo. Dzieci musiały iść spać. Szczęśliwie w domu powrócił spokój. Michaś i Asia też czuli się już bezpiecznie w swoich domach. Jakież to byłoby zamieszanie gdyby rzeczywiście jakimś kosmitom przyszło do ich kosmicznych głów, aby przyjechać do nas w odwiedziny. A może już są wśród nas?

Obrazek

Dzieci przy ognisku, nieopodal domu.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Następstwo zdarzeń

  1. Bardzo fajne opowiadanie. Trzymało nas w napięciu. Masz talent pisarski, proponuję przerzucić się na gatunek SF. A przy okazji; jest to chyba z okresu w Tucznie którego w ogóle nie znamy. Przydałoby się trochę zdjęć a może również opowiadań myśliwskich i wędkarskich.

  2. Angie pisze:

    Zawsze ciarki mnie przechodzą, gdy czytam o ” zielonych ludkach” 😉
    Fajne Gosiu!

  3. even21 pisze:

    …i nie ma to jak się solidnie nakręcić 😉

  4. Małgośka Kriews pisze:

    Wyobraźnia pracuje… A Pani Rolling ze swoim Harrym P. to mały pikuś 😉

  5. Stara jestem ,a trochę się bałam.
    Swietnie budujesz niepokojący nastrój.
    Pozdrawiam, Marysia

  6. Strach ma wielkie oczy – nic dodać, nic ująć, ale kto z nas choć raz w życiu się tak nie nakręcił … 😉 Świetnie opowiedziana historia …

  7. Kowaloova pisze:

    To historia z życia. Świetne!
    Teraz dopisz resztę, już sama wykreuj co dalej 🙂 Będzie ciekawie… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s