Narodziny Persji

Pobrzękiwania i kroki ucichły. Jednostajny, rytmiczny szum dawał poczucie bezpieczeństwa i spokoju.

         „ Skąd się tu wzięłam? Niewiele mogę sobie przypomnieć. Kiedyś było jasno i chyba pięknie. Pamiętam jakieś uczucie … Wesołość? Radość? Powietrze. Tak, było powietrze, wdychane do płuc. Nie mogę. Teraz nie mogę go wciągnąć. Wszędzie jakiś płyn. To nie jest niemiłe, ale to nie powietrze. Dobrze, że tu tak ciepło i przytulnie. Tylko ostatnio zrobiło się jakoś ciasno. Nie można się rozprostować.”

          Zasnęła, zmęczona pytaniami, na które nie znajdywała odpowiedzi. Nagle coś obudziło ją brutalnie.

          „Auuu… Co tak ściska! Oj! Dosyć, dosyć tego. Serce mi wyskoczy. No co! Kości mi się poprzestawiają. Nie, tu nie zmieści się moja głowa. No nie pchać mnie! Przecież nie mam się gdzie podziać. Tu i tak jest za mało miejsca. No przecież tu nie może się zmieścić moja głowa. Au, au! A jednak weszła. Oj! Żebra mi połamiecie.

Obrazek

         Uf. Oj! Brrr , jak tu zimno. Gdzie ja jestem? Jak tu dużo miejsca. Ależ ta moja głowa ciężka. Przedtem tak nie było. Tu jest stanowczo za dużo miejsca. Ja chcę wracać. Zabierzcie mnie stąd!

         O! Co to takiego ciepłego. No, nareszcie coś miłego. Ten masaż mi odpowiada. Co mi tak dmuchasz w nos. Ja oddycham! Tak, oddycham. A kto ty jesteś? Pachniesz miło. Au! Nie tak mocno. Nie widzisz, że głowa mi się kiwa? Nie mogę jej utrzymać równo. Znów mi dmuchasz w nos.

         Mama? To ty jesteś mama? A czemu nie słyszę twojego serca? Cały czas biło a teraz nie słyszę. Jaka ty jesteś duża! Masz takie długie nogi. Czy ja też mogę stanąć? Oj! Ojej, dlaczego ich jest tak dużo? Jak ty to robisz? Pomóż mi.   Ja też chcę stać tak jak ty. No, jeszcze raz. Wstaję! O, o, o… Udało się! Chyba. Ajaj! Nie. Znowu leżę. Te moje nogi są do niczego. Zginają się w tylu miejscach. Na tym nie da się stać. Ależ jestem zmęczona.

         Ten masaż naprawdę jest bardzo miły. Ach, to jest twój język. Ale długi. No to próbujemy. Kolejne podejście. Teraz musi się udać. Przednie do przodu i podrywamy. Oj, oj, tylne nie nadążają. No nie mam siły. No. Udało się. Stoję!        Co teraz? Chyba trzeba jedną podnieść. Tylko którą? Ojej, ale mi się w głowie kręci. Co to wszystko się tak kiwa? O, tu jest mama. Ależ jej dużo. Jakoś muszę się ruszyć. Podnoszę nogę! Udało się. Tak, to jednak przednią trzeba było podnieść. Dobry wybór. Ha! Teraz druga. Świetnie! O! A co z tylnimi? Jak tak dalej pójdzie to się rozjadę. Te z tyłu też chyba muszą się poruszać. Spróbuję. Jedna. Druga. Jest! Tak. To o to chodzi. No to dalej. Całkiem dobrze mi idzie.          O, to mama. Fajnie pachnie. Ocho! A tutaj to chyba pachnie najlepiej. Co to jest? Co ta mama ma między nogami. Tu jest jakaś kropelka. Dobre, takie słodkie. Trzeba się do tego jakoś dostać.

         Ała! I znowu leżę. No naprawdę mam już tego dość! W takim momencie. To było bardzo dobre. Ciekawe, czy tego jest tam więcej? Muszę znowu wstać. No to zaczynam. Przednie, hop! Teraz tył. Szybko, szybko. O! Udało się. Jest mama, ale gdzie ta pychota? Szukamy. Było między nogami. Nie ma. No co jest? Acha, to przednie nogi. A gdzie są tylne? Dalej, dalej. O! To chyba tu. Jest! Ale pachnie! To chyba trzeba złapać. Stuknę może nosem. O! Coś leci! Ciepłe. Pycha! Słodziutkie, mmm… Trzeba połknąć, bo wylatuje. Mniam! Jeszcze trochę. Pychota! O, jak mi dobrze. Chyba wystarczy na razie. Jestem okropnie zmęczona.

Obrazek

         Kładę się, nie mam już siły. No. Leżymy. Oczy same mi się zamykają. Tak, tak jestem tu mamo. Muszę się przespać. Nie chowaj tego pysznego. Później znowu popróbuję. Pa, na razie.”

         Siwa Paleta stała nad śpiącą córką i przymknąwszy oczy, drzemała zmęczona porodem. Na końcu korytarza stajennego paliło się mdłe światełko. W boksach obok, wysokoźrebne klacze oczekiwały na moment rozwiązania. Dalej wyźrebione już kobyły przysypiały nad swoimi źrebiętami. Niektóre żuły powoli pachnące siano. Od czasu do czasu któryś ze źrebaków podrywał się zgłodniały i wędrował do maminego wymienia. Potem trochę pomarudził po boksie, załatwił swoje potrzeby i znów kładł się w świeżą słomę. W uśpionej stajni, ciepłej od końskich oddechów szeleściła słoma i rozchodził się jednostajny odgłos żucia. Czasem końskie kopyto głucho uderzyło o podłoże lub odezwało się ciche rżenie matki, zwrócone do źrebięcia. Ciepło i spokój rozmarzały małe źrebaki, które spały rozciągnięte na czystej ściółce, przeżywając swoje sny.

         Nagle w końcu korytarza rozległ się odgłos czyichś kroków. Ktoś szedł powoli wzdłuż boksów, zaglądając do każdego przez pręty. Był coraz bliżej świeżo wyźrebionej Palety. Kiedy doszedł do niej zatrzymał się, otworzył drzwi i wszedł do środka. Klacz odwróciła głowę i stuliła uszy.

         -A ty, jak zwykle, tak musiałaś wycelować, żeby nikogo nie było. No nie strasz już, nie strasz. Źrebaka ci nie zjem. O, klaczka. Bardzo pięknie.

         Mężczyzna obejrzał źrebię i zaczął rozgarniać ściółkę w poszukiwaniu łożyska. Znalazłszy, wyniósł je z boksu i rozciągnął na korytarzu. Obejrzał dokładnie.

         -Ładne łożysko, zdrowe.

         Podniósł się i poszedł po taczkę. Załadował sinoróżowe błony i wywiózł ze stajni. Po chwili przyjechał ze świeżą słomą i podrzucił ją do boksu wyźrebionej klaczy. Źróbka ssała siwą Paletę, głośno przełykając intensywnie lecące mleko.

         -No mała. A jak tam z twoją smółką?- pogadywał, rozglądając się po ściółce. -O, chyba coś mamy. No tak, to twoja pierwsza kupka. Świetnie sobie radzisz- pogłaskał źrebaka po jedwabistej sierści i wyszedł.

         Gdy ucichł odgłos kroków, do stajni znów powróciła senna atmosfera. Świeżo narodzona źróbka położyła się pod nogami swej czujnej mamy i zapadła w mocny sen. Co jej się śniło po tak intensywnych przeżyciach? Niewiele jeszcze wiedziała o świecie, na którym dopiero niedawno się znalazła. Nie przypuszczała nawet, jak dużo będzie musiała się nauczyć.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

20 odpowiedzi na „Narodziny Persji

  1. bfcb pisze:

    Ładne – dwie perspektywy- ładne.

  2. Pani Peonia pisze:

    Bardzo fajne opowiadanie. Ciekawe, czy to naprawdę tak jest.

  3. ugoldenbrown pisze:

    Pięknie nakreślona perspektywa, uwielbiam konie, od dziecka się do nich garnęłam. A już źrebaki są przecudne! :))

  4. Angie pisze:

    Świetne Gosiu, śliczne klaczki! 🙂

  5. violamalecka pisze:

    Czasem też się zastanawiam, jak mogą to czuć zwierzęta.
    Nawet kiedyś próbowałam to opisać w poście o Miłce.
    Bardzo mi się spodobało Twoje opowiadanie i przywołało
    wspomnienie o Jutrzence, która wiosną skradła moje serce.

  6. Norbert pisze:

    Krótko: genialne!
    „Ty jesteś Mama?” – piękne

  7. Navia pisze:

    Wspaniała opowieść 🙂

  8. Justyna pisze:

    🙂 kocham zwierzęta i każde takie opowiadanie mnie syci i moja wyobraźnie:)

  9. T. pisze:

    I ja niewiele nowego napiszę. Bardzo fajna opowieść.
    W wolniejszej chwili zobowiązuję się do dogłębniejszego zapoznania się z blogiem…

    pozdrawiam z Pomorza Wiślanego.
    T.

  10. To jest najciekawszy opis końskich narodzin jaki w życiu czytałem:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s