Siwa, c.d. opowiadania o Persji

        Przyczepa podskakiwała na wybojach. Persja wędrowała nerwowo w miejscu, czując dziwnie przesuwającą się podłogę. Była cała mokra od potu. Pod paskami kantarka pokazała się biała piana.

         – Co teraz będzie? Gdzie reszta koni? Dlaczego mnie tu władowano? Tu jest ciasno i wszystko jest w ruchu. Jak ja się stąd wydostanę?

         Na żadne z tych pytań nie mogła znaleźć odpowiedzi, co wzmagało jej przerażenie. Wszystko było nowe i obce. Miejsce, zapachy i sytuacja. Nic znajomego.

         Od czasu, do czasu rżała głośno, przejmująco, nawołując przyjaciół ze stada. Żaden głos jej jednak nie odpowiedział. W końcu poczuła, że dziwne pomieszczenie przestało się ruszać. Przestępowała nerwowo z nogi na nogę, oczekując najgorszego.

         Nagle, tuż za nią otworzyła się przestrzeń. Z przerażenia przysiadła na zadzie i skoczyła do przodu, uderzając piersią w metalowy drąg. Wszędzie słyszała ludzi. Krzyczeli i śmiali się. Ktoś znalazł się przy jej pysku i mocno złapał za kantarek. Skoczyła w górę i walnęła potylicą w sufit przyczepki. Jakieś ludzkie ręce napierały na jej pierś. Kantarek uciskał kość nosową.

         – Dawaj Siwa! No, ruszaj się – człowiek, który brutalnie pchał ją do tyłu, krzyczał i machał jej ręką przed nosem.

         Cofnęła się gwałtownie i tylne kopyta jakby się zapadły i zadudniły po drewnianej pochylni. Nie myśląc już o niczym, ruszyła z impetem do tyłu. Poczuła grunt pod nogami a człowiek, który uciskał jej pierś zawisł na ogłowiu.

         Była mokra i gorąca. Stała drżąca w chmurze parującego potu. Wielkimi, mocno rozwartymi z przerażenia oczami, błyskając białkami omiatała okolicę, szukając czegoś, co mogłoby, choć na chwilę, dać jej poczucie bezpieczeństwa.

          – Boże! A coś ty za dzikusa przywiózł? – krzyknęła przysadzista, tleniona blondynka w barwnym fartuchu na obszernym brzuchu. Podniosła ręce i machnęła, jakby chciała odegnać „złe”.

         Klaczka cofnęła się gwałtownie i szarpnęła głowę do góry. Człowiek, który trzymał ją za kantar zawisł na moment na pasku, po czym puścił. Persja stanęła dęba i ruszyła galopem, szukając wyjścia z pełnego ludzi podwórza.

          Zrobiło się zamieszanie. Nowo upieczony właściciel rzeczonego „dzikusa” krzyczał do ludzi, uciekając za swoją pękatą żoną na schody domu.

          – Łapcie ją! Łapcie tą kobyłę i do stajni! Tam wszystko przygotowane. Tam ją gońcie! No dalej, dalej! Wszyscy razem obstawić!

Obrazek

         Ludzie biegali tam i sam, uciekając z drogi przerażonemu źrebakowi. W końcu klaczka stanęła na środku podwórka robiąc bokami ze zmęczenia. W koło stali ludzie z rozłożonymi rękami.

         – No łapcie ją teraz! Na co czekacie? – krzyczał z ganku, purpurowy z wysiłku gospodarz.

         – Łatwo powiedzieć. Nie wiadomo, co ta wariatka może zrobić? Mnie życie miłe – odpowiedział, stojący najbliżej płotu mężczyzna i otarł rękawem spocone czoło.

         Przez furtkę od ogródka wyszła na podwórze młodziutka, może szesnastoletnia dziewczyna. Była w dżinsach i adidasach na nogach. Powoli zbliżyła się do dyszącej klaczki. Spokojnie wyciągnęła rękę i pogłaskała ją po czole. Potem złapała delikatnie za kantarek i poklepała źrebaka po spoconej szyi.

         – Dajcie no mi tu jakiś postronek – to mówiąc, wyciągnęła rękę za siebie do stojących za nią ludzi.

         – Ty Jadźka uważaj. No dajcie tam który ten postronek! – wystraszony właściciel krzyczał z ganku do stojących niepewnie chłopów.

         Ktoś przyniósł w końcu sznur i podał ostrożnie dziewczynie. Ona przeciągnęła go przez kółko od kantara i poklepawszy klaczkę raz jeszcze, pociągnęła do siebie. Ta podniosła głowę, spojrzała po ludziach i przybliżyła chrapy do ramienia dziewczyny. Wąchała ją, stukając delikatnie nozdrzami.

          – Choć malutka. Choć Siwa. Nie bój się. Choć, idziemy – przemawiała czule i spokojnie Jadźka, pociągając w bok za kantarek. Kobyłka ruszyła i szła za dziewczyną krok za krokiem. Przed wejściem do stajenki zatrzymała się, dmuchając niepewnie. W końcu jednak dzięki perswazyjnym zdolnościom nastolatki, weszła do środka.

         Na podwórku opadło napięcie. Gospodarz zszedł ze schodków i zmierzał do stajni, strofując ludzi po drodze.

         – Co wy za chłopy jesteście? Dziewczyna sama radę dała a wy wszyscy rozbiegliście się, jak przepiórki! – sapał ze złością.

         Ludzie szli za nim machając rękami i mrucząc pod nosem. Ze stajni wyszła córka gospodarza i zamknęła za sobą drzwi.

         – Roztarłam ją słomą a teraz musi odpocząć. Trzeba jej dać spokój – rzuciła do ojca i ruszyła do domu.

         – No dobra. To wy idźcie teraz do domu, a przyjdziecie po południu. Ja też pójdę, herbaty się napiję i zjem coś, bo głodny jestem jak wilk. Poszedł za córką a reszta po kolei opuszczała podwórze.

         Persja stała w słomie ze zwieszoną głową. Była wycieńczona. Nie parowała już, ale wilgotna sierść robiła wrażenie czarnej. Chciało jej się spać, ale nie miała odwagi się położyć.                     Podrzemywała na stojąco. W stajence pachniało siano, świeżo włożone za drabinki. Czuła je. Teraz nie miała jednak siły, aby się nim zainteresować. Chętniej napiłaby się, bo pragnienie mocno jej dokuczało. Najważniejszy był jednak spokój. Odpoczywała.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Siwa, c.d. opowiadania o Persji

  1. Norbert pisze:

    Potwierdziły się moje przypuszczenia.

  2. ugoldenbrown pisze:

    Żeby jej tylko nie zmarnowali…

  3. Zawsze chciałam spytać – sama rysujesz szkice? Są imponujące.

  4. Justyna pisze:

    czuję ,że coś się zacznie dobrego dla Persji?:)))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s