Nowe życie,c.d. o Persji

        Prostokąt okna powoli rozjaśniał się nadchodzącym świtem. Źrebica nasłuchiwała czujnie, wciągając powietrze rozwartymi chrapami. Zza ściany dobiegały odgłosy brzęczących łańcuchów. Słyszała żucie i niskie, głębokie głosy, których nie znała.

         Za oknem było już jasno, gdy w sąsiednim pomieszczeniu zrobił się ruch. Dały się słyszeć ludzkie rozmowy i brzęczenie wiader. Nieznane jej stworzenia odzywały się przeciągle, kończąc dość głośnym zawołaniem. Po chwili szum przeżuwania wzmógł się wyraźnie i zjawiły się nowe dźwięki, coś jakby odgłosy ciurkania w dość jednostajnym rytmie.

         – Co tam się dzieje? Co mnie jeszcze czeka? – niepewność wzmagała niepokój. Nasłuchiwała niespokojnie, przestępując z nogi na nogę i krążąc po swym pomieszczeniu.

         Nagle drzwi stajenki otworzyły się i do środka weszła, znana jej już dziewczyna.

         – Witaj Siwa. Jak noc w nowym miejscu? – witając się przyjaźnie, podeszła do pomieszczenia klaczy. Niosła miarkę z owsem. Źrebica stuliła uszy i obróciła się zadem.

         -O! Straszysz. A ja mam dla ciebie coś dobrego – mówiąc to dziewczyna potrząsnęła miarką a przesypujący się owies zaszemrał zachęcająco. Siwa postawiła uszy i ustąpiła zadem. Dziewczyna wsypała ziarno do żłobu i wycofała się spokojnie.

         Klaczka rzuciła się do jedzenia. Po przeżyciach poprzedniego dnia była bardzo głodna. Jadźka wrzuciła jeszcze siano i stanęła na korytarzu, patrząc na pożywiającą się niecierpliwie źrebicę.

         -Najedz się, najedz. Już tam myślą jak cię okiełznać a potem do roboty przysposobić.

         Popatrzyła jeszcze chwilę i wyszła z pomieszczenia. Tymczasem Persja jadła łapczywie, nadal jednak czujnie rejestrowała różne, dobiegające jej uszu odgłosy. Nagle znieruchomiała. Zaintrygował ją odgłos, który znała. Coś, jakby parsknięcie. Powtórzył się znowu. Odeszła od żłobu i obeszła wokół pomieszczenie z podniesioną głową. Czujnie nasłuchiwała.

         – A więc tu gdzieś są konie. Nie mogła się mylić. Na pewno gdzieś tu są.

         Stała chwilę nasłuchując, ale dźwięk nie powtórzył się. Opuściła głowę i podeszła do żłobu, dokończyć obrok. Ciągle zachowywała jednak czujność, podnosząc od czasu do czasu głowę i nasłuchując. Wylizawszy żłób do czysta, wzięła się za siano. Szperała w nim, przeżuwając powoli wyszukane co lepsze kęsy. Co chwilę nieruchomiała, oczekując na znane odgłosy, po czym znów kontynuowała przebieranie siana. Słyszała, jak ludzie kręcą się wokół i nawołują.

         Po jakimś czasie uszu jej dobiegł stukot jakichś kopyt. Nie był to jednak znany jej dźwięk. Ten stukot był jakby przytłumiony, miększy. To nie kopyta końskie wydawały ten odgłos. Ruch w pomieszczeniu obok nasilił się. Łańcuchy pobrzękiwały, kopyta stukały a ludzie pokrzykiwali ponaglająco. Ogólne poruszenie wzmogło niepokój klaczy. W tym natłoku dźwięków posłyszała głos, którego oczekiwała od przyjazdu do tego dziwnego miejsca. Rozległo się delikatne, niespokojne rżenie. Stanęła jak posąg, z wysoko uniesioną głową. Nabrała powietrza i zarżała głośno, długo i przejmująco. Wyrzucała z siebie nagromadzoną tęsknotę, strach i niepewność. Trzęsła się cała, ciągnąc swój zaśpiew, angażując w to zawołanie całe swoje jestestwo. Kiedy skończyła, ruszyła wokół pomieszczenia kłusem i zatrzymała się nagle, nasłuchując odpowiedzi. Zamruczała ciszej i machnęła głową. Zza ściany otrzymała odpowiedź. Tym razem rżenie było głośne i długie. Była podniecona. Nie mogła przestać się ruszać. Na ciele źrebicy zaczęły się pokazywać ciemniejsze plamy. Pociła się ze zdenerwowania.

         – No proszę, jak to się rozgadały – jakiś ludzki głos zakrzyknął w odpowiedzi. – Cicho tam. Czego się tak wydzieracie. Roboty wam mało, to się wam w głowie przewraca.

         – Co chcesz? Poznać się muszo. Kontakty towarzyskie nawiązujo. Zwierzaki, jak ludzie – odpowiedział filozoficznie drugi.

         Po chwili zastukały kopyta, tym razem bez wątpienia końskie. Znowu odezwało się rżenie. Persja biegała po boksie, nawołując niecierpliwie ku nieznanym towarzyszom.

         Nagle drzwi stajni otworzyły się. Do boksu podszedł jakiś człowiek i zaczął majstrować przy skoblu.

-No mała czorcico. Pójdziesz z innymi na łąkę. Tam cię utemperują. Wyłaź! – przy ostatnich słowach otworzył drzwi i odsunął się pod ścianę.

         Klaczka pokręciła się chwilę w kółko i wyprysnęła z boksu. Wyskoczyła na podwórze, na którym wcześniej już znalazła się po wyjściu z przyczepy. Rozejrzała się wokół i zarżała. Z drogi za bramą odpowiedział bratni głos. Ruszyła galopem do bramy i wypadła na drogę. Tu natrafiła na drąg, ale z lewej strony otwierała się przestrzeń, a tam widziała zwierzęta, które wcześniej już się tam znalazły. Ruszyła ku nim z uniesioną głową i ogonem rozwianym, jak chorągiew na wietrze. Trzy konie zwróciły się w jej stronę. Podbiegała do nich tanecznym krokiem, pogadując cicho i otwierając pysk, chętna do nawiązania znajomości. Cała czwórka zatrzymała się. Obwąchiwały się ostrożnie, niepewne siebie nawzajem. Nagle jedna ze starszych klaczy zakwiczała przejmująco i machnęła przednią nogą w stronę Persji. Kolejny koń odwrócił się zadem, dając niedwuznacznie do zrozumienia, że jest gotów użyć swej groźnej broni. Młoda źróbka cofnęła się niepewnie.

            Potrzebowała towarzystwa, ale na razie nie miała swego miejsca w tym stadzie. Stara klacz podeszła do Persji i raz jeszcze kwiknęła, próbując ją skubnąć. Ta odskoczyła i stanęła niepewnie. Stara machnęła głową i odeszła a za nią reszta. Źróbka została sama. Po chwili ruszyła za końmi, trzymając bezpieczny dystans. Rozejrzała się i za ogrodzeniem z drągów zobaczyła duże zwierzęta w czarno- białe łaty. Podeszła do ogrodzenia i wciągnęła powietrze. Miały dziwny, nieznany jej zapach. Cofnęła się bliżej grupki koni. Nie zaryzykowała jednak podejścia do nich. Będzie jeszcze musiała przekonać je do siebie, ale to na pewno nie stanie się szybko, jeśli w ogóle.

            Pochyliła głowę i zaczęła obwąchiwać mizerne, wczesnowiosenne źdźbła traw. Tu i ówdzie dało się skubnąć co nieco. O tej porze te pędy były na wagę złota i smakowały niebiańsko. Wzięła się więc za dokładniejsze poszukiwania. Na razie trzymała się w bezpiecznej odległości od koni, a młode trawki całkowicie zaprzątnęły jej uwagę. Zabawy towarzyskie musiała odłożyć na późniejszy termin.

Obrazek

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s