K I C I A

Kicia zjawiła się nagle i niespodziewanie wraz z naszym zaznajomionym weterynarzem.

– Przywiozłem wam coś. Nie wiedziałem, co mam z nią zrobić – zakomunikował , wysiadając z samochodu. Spojrzałam z niepokojem na jego terenówkę.

– No nie mów, że przywiozłeś jakiegoś zwierzaka i tak mamy ich sporo. Przecież nie jesteśmy z każdym rokiem młodsi.

– Dokarmiałem zwierzynę w lesie – ciągnął dalej nie zrażony. – Patrzę, a tu ten kociak lezie do mnie z ogonem, jak antenka i miauczy. Odwróciłem się do niego tyłem mając nadzieję, że może zniknie. No nie mogłem tego malucha zostawić w środku lasu. Zanim coś postanowiłem, wdrapała się na mnie po spodniach, pogadując przymilnie.

– Nie! No nie, żadnych kotów więcej. Mamy już trzy – zareagowałam panicznie.

– Ja mam dwa, ale wy tu w tej głuszy to spokojnie możecie mieć kilka. U nas w miasteczku trudniej.

– No nie wygłupiaj się. W mieście czy w głuszy, zająć się trzeba i to kolejny obowiązek. Mało to ludzi mieszka dookoła. Dlaczego wszystko zawsze ląduje u nas? – wyrzuciłam z siebie, przeczuwając najgorsze.

– A komu mam zawieść? Tym chłopom z Żabieńca? Zmarnują przecież. No zobacz chociaż, jaka milutka.

Na swoje nieszczęście zerknęłam przez szybę samochodu. Na tylnym siedzeniu, wciśnięta w jakiś kocyk, leżała mała, szarobiała kuleczka. Otworzyła jedno bursztynowe oczko i wlepiła je w moją twarz. Podniosła łebek i rozwarła różowe pyszczydło w cichutkim miauknięciu.

Otworzyłam drzwi i wzięłam kociaka na ręce. Miałam wrażenie, że nic nie waży. Była chudziutka i miała zmierzwioną sierść. Było zimno a nocami temperatura spadała poniżej zera, jak to w listopadzie. Sądząc po kondycji błąkała się po tym lesie od jakiegoś czasu.

– No widzisz, jaka miła. Przecież nie mogłem jej tam zostawić. U was będzie jej dobrze. Co za ludzie. Jakiś łobuz wywiózł ją do tego lasu na zmarnowanie, w takie zimno. – judził czując, że już jestem kupiona.

I tak nasza rodzinka znów się powiększyła, cztery koty, dwa psy, kozy, kury i konie. A tak sobie obiecywałam, że żadnych zwierząt więcej. Widać taka karma.

milikiciaKicia po sterylizacji

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „K I C I A

  1. bfcb pisze:

    Ludziska jakby nie rozumieją tego o czym napisałaś. Kolejne zwierzęta to kolejne obowiązki i poświęcany im czas. I pieniądze, które przeciez też trzeba wydawać na ich utrzymanie. Ja to nawet chętnie przygarniałbym wszystkie zwierzaki, które ludziska chcieliby u mnie zostawić. Ale pod warunkiem, że miesiąc w miesiąc będą się ci szlachetni ofiarodawcy dokładać do utrzymania przynoszonych istot. Gest wzięcia na ręce kotka w środku lasu nie kosztuje nic. Trudniejsze jest wzięcie na siebie konsekwencji takiego gestu. Pozdrawiam serdecznie – to pisałem ja personel naziemny sześciokociej załogi.

    • maszynagocha pisze:

      Sześć kotów! No to jesteś lepszy od nas. 🙂 Niestety świadomość ludzi dotycząca odpowiedzialności za swoich zwierzęcych podopiecznych jest żadna. Stąd tyle rodzących się piesków i kotków , które potem lądują w lesie na przykład. Pozdrawiam od naszych kotów. 🙂

  2. dorotanna pisze:

    Do dobrych ludzi zwierzaki lgną 🙂 Piękną scenę uwieczniłaś na zdjęciu.
    A swoją drogą dawno Ciebie nie było, miło, że znowu jesteś 🙂

    • maszynagocha pisze:

      Jakoś nie wyrabiałam się ze wszystkim. ;-\ Oddałam kozy , bo niestety miałam problemy z kolanami i siadanie na stołeczku do dojenia, a zwłaszcza wstawanie po doju było nie lada wyzwaniem. Teraz bierzemy kozie mleko i ser od znajomych,bo wszyscy wraz ze zwierzakami bardzo się do niego przyzwyczailiśmy. 🙂

  3. goldenbrown pisze:

    Tak to jest, znam to z autopsji. Nasze zwierzaki to „przygarniaki” i „bezdomniaki”, poza jedną kotką, ale ta też była w potrzebie, bo dla hodowcy stanowiła cieżar, jako nienadająca się do reprodukcji. Piękna scena 🙂

  4. missoreille pisze:

    Też mam „znajdę”, której nie mogłam się oprzeć. Podejrzewam, że gdyby ktoś przywiózł mi zwierzaka kolejnego to też bym nie potrafiła odmówić…

  5. Zdjęcie rozczulające. ❤

  6. SABATOWKA pisze:

    Do nas tydzień temu przywędrowały dwa nowe koty. Ktoś wywiózł z domu, siedziały na drodze, po dwóch dniach przydreptały. Teraz stan w stajni wynosi x+2.

  7. Cudna historia. Ilekroć czuję się zdołowana – i mam wrażenie, że dokoła sama miernota i dno, zaglądam tutaj 🙂 od razu mi lepiej – dziękuję, że jesteś 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s