Ciepłe wspomnienie

Pogoda tak ponura, że zebrało mi się na wspominki. A więc posłuchajcie.

Do czwartego roku życia mieszkałam wraz z rodzicami w Łodzi, gdzie tata był dyrektorem fabryki słodyczy,  Z Łodzi wróciliśmy do Warszawy i zamieszkaliśmy u dziadków. Mieszkałam tam do drugiej klasy szkoły podstawowej. Choć mieszkanie zasiedlała masa ludzi, rodziny oczywiście, był to cudowny okres. Czułam się tam bezpiecznie i szczęśliwie.

Kiedy zasypiałam wieczorem, zegar tykał miarowo. Przez uchylone drzwiczki popielnika promieniowało na podłogę czerwono-żółte, pełzające światło. Piec pohukiwał, zapowiadając przytulne ciepło. Z kuchni dochodził szum rozmów, przerywany czasem czyimś śmiechem. Wśród tych przyjaznych szmerów, sen spływał spokojnie i przynosił bajkowe marzenia. Ciepłe, przytulne dzieciństwo.

Jak już wspomniałam, mieszkaliśmy wszyscy razem w mieszkaniu dziadków. W tamtych czasach ludzie potrafili cieszyć się z tego, że mieli dach nad głową. Wojna na długo pozostawiła ruiny, a Warszawa miała, jak wiadomo, po prostu nie istnieć. Ci, którzy przeżyli, zasiedlali każdy kąt.

Dom we Włochach był własnością dziadków, ale zajmowali w nim tylko jedno mieszkanie. Administrację przejęło bowiem państwo i zasiedlało go według swoich potrzeb.

Dwupokojowe mieszkanie zajmowali dziadkowie, ciotka i moi rodzice wraz ze mną. Dużo później urodziła się moja, o kilka lat młodsza siostra. Kiedy, krótko po narodzinach siostry ojciec dostał mieszkanie w centrum Warszawy, wyprowadziliśmy się do Śródmieścia. To mieszkanie jest w naszej rodzinie do dziś.

Wracając do okresu włochowskiego to ciekawe, że mimo takiej ciasnoty potrafiliśmy być szczęśliwi. Czułam się ważną częścią tej wielopokoleniowej rodziny. Miałam cudowne, ciepłe dzieciństwo, kochających rodziców i dziadków, wszystkich blisko. Ciotkę, która pracowała w centrali handlu zagranicznego „Animex” i to dzięki niej na święta na stole zawsze była szynka. Szynka z puszki z przepyszną galaretką. Prawdziwa szynka, nie jakaś mielonka, nie wiór bez smaku, tylko najprawdziwsza, przepyszna szynka. Polski, luksusowy towar eksportowy. Ciotka była też dla mnie źródłem przeróżnych cukierków i w końcu, bardzo rzadkiej wówczas gumy do żucia.

Ta jedyna siostra mamy była osobą z wielką fantazją. Nie pomogło jej to w życiu, ale  mnie jawiła się jako ktoś niezwykle fascynujący. Miała rozmaite szalone pomysły, które zwykle najbardziej podobały się mnie i za które ją ubóstwiałam.

Pewnego dnia, pod koniec tygodnia, wróciła z pracy z enigmatycznym uśmiechem na twarzy, zapowiadającym jakąś niespodziankę. Aż mi warkoczyki dęba stanęły, taka byłam ciekawa, co też się zdarzy. Podskakiwałam w koło, nie chcąc stracić ani kawałka z nadchodzących wydarzeń. Ciotka weszła do kuchni i ze swojej przepaścistej torby wyjęła… szczeniaka. Piękny, łaciaty, brązowo-biały spanielek popiskiwał cichutko, gdy stawiała go na podłodze. Kiedy tylko poczuł stały grunt pod nogami przykucnął i wokół zaczęła rozlewać się coraz większa kałuża.

-O mój Boże!- krzyknęła babcia. –Coś ty znowu wymyśliła?

-Jaki śliczny!- piszczałam, podskakując z wielkiej radości.

Zaraz też kucnęłam obok malucha i zaczęłam go głaskać. Ten, wyszedłszy z kałuży, ruszył niezdarnie przed siebie, zostawiając na podłodze mokre pieczątki. Złapałam go na ręce i pobiegłam do pokoju, głosząc wspaniałą nowinę reszcie domowników.

-Zobaczcie, jaki śliczny szczeniaczek będzie z nami mieszkał. Ja będę wychodzić z nim na spacer- trajkotałam nie posiadając się ze szczęścia.

-No taaa… Rzeczywiście brakowało nam tylko psa. To zupełnie jak z tą radą rabina – powiedział dziadek, spoglądając na pieska.

No a gwoli wyjaśnienia, to z tą radą rabina było tak. ” Do rabina przyszła kobieta i skarżyła się na swoje ciężkie życie. – Poradź coś mądry rabinie. Jest nas tak dużo w rodzinie. Mój mąż Szloma, nasz najstarszy syn Icek i pięcioro jego młodszego rodzeństwa, moja matka, ja i wszyscy mieszkamy w jednym maleńkim mieszkanku. Co zrobić żeby nie było nam tak ciężko? Rabe pomyślał, pokiwał się w zadumie w końcu odrzekł krótko. – Kupcie sobie kozę i zamieszkajcie razem z nią. – Ależ Rabe , gdzie ja jeszcze zmieszczę tę kozę!        -Przyszłaś do mnie po radę, więc ci ją dałem. Idź do domu kobieto i zrób jak powiedziałem. Chciał nie chciał kobieta podziękowała i poszła zmartwiona do domu. Po miesiącu znowu przyszła do rabina , płacząc i zawodząc już od wejścia. – Oj Rabe już całkiem nie da się wytrzymać w tym naszym domu. Mieszkamy razem w maleńkim mieszkanku, mój mąż Szloma, nasz najstarszy syn Icek i pięcioro jego młodszego rodzeństwa, moja matka, ja i ta nieszczęsna koza. Pomóż mądry rabinie, bo dalej tak nie da się żyć. Rabe popatrzył na kobietę, pokiwał się w zadumie i odparł. – No, jak wam tak ciężko , to sprzedajcie kozę. Kobieta skłoniła się nisko i poszła do domu. Za kilka dni wróciła do rabina szczęśliwa i przyniosła mu upominek w podzięce za dobrą radę. – Dzięki ci o mądry Rabe. Teraz, bez tej kozy jesteśmy tacy szczęśliwi. Zrobiło się całkiem luźno. Jesteś taki mądry. Kobieta położyła upominek i kłaniając się nisko wyszła z radosnym uśmiechem. ”

Nie rozumiałam wtedy o co chodziło z tą radą rabina, ale pomyślałam sobie, że pewnie dziadek też się ucieszył z tego pięknego pieseczka i podeszłam do mamy.

-Popatrz, jaki piękny. Pogłaszcz go- gadałam, pakując jej psa na kolana.

-No, rzeczywiście piękny- powiedziała, uśmiechając się do mnie i pogłaskała szczeniaka. –Dobrze, że to jednak nie do końca tak, jak z tą radą rabina, bo on radził kupić kozę- zwróciła się do dziadka.

-No faktycznie, ale przecież nic straconego- odparł ten sceptycznie, przyglądając się zwierzakowi.

Absolutnie nie wiedziałam, dlaczego mówią o kozie, ale bardzo mi się to spodobało, więc spytałam z nadzieją –A czy kozę też moglibyśmy mieć?

-Trzeba uważać, bo twojej siostrze mógłby się ten pomysł spodobać- dziadek zwrócił się do mamy i wstał z fotela, kierując się do kuchni.

Nie byłam pewna, czy był przeciwny temu pomysłowi, czy może poszedł namówić ciocię do jego realizacji. Przytuliłam szczeniaka, który tymczasem zasnął na maminych kolanach.

-Uważaj kochanie. Delikatnie, to jeszcze bardzo malutki szczeniaczek- uprzedzała mama, gdy brałam go na ręce.

Z kuchni dochodziły podniesione głosy dziadków i nieco cichszy, broniącej się ciotki.

-Może rozmawiają o tej kozie- pomyślałam, tuląc pieska w ramionach.

-Jutro ma go tu nie być- kończył dziadek, wchodząc do pokoju.

-Kogo ma nie być- pomyślałam patrząc na dziadka, który usiadł już w fotelu z gazetą w ręku. Mama podeszła i pogłaskała go po głowie.

-Nie denerwuj się tatku. Przecież to oczywiste, że nie może tu zostać.  Pocałowała go i poszła do kuchni. Znowu było słychać nerwowe rozmowy. Nie rozumiałam, o co chodzi, ale byłam szczęśliwa, gdy tuląc szczeniaka, kładłam się na tapczanie.

Kiedy się obudziłam, pieska nie było. Z kuchni dobiegał szmer rozmów. Zsunęłam się z tapczanu i pobiegłam za głosami. Ciotki nie było, a przy stole siedzieli dziadkowie z mamą.

-Gdzie jest piesek?- zapytałam z niepokojem.

-Musiał wrócić do mamusi. Był za malutki żeby mógł tak długo być bez niej- tłumaczyła mama z uśmiechem.

-A kiedy wróci z powrotem?- zapytałam wpatrując się w nią uporczywie.

-Na razie go nie będzie. To jego mamusia musi zdecydować, czy może oddalić się od domu na tak długo- tłumaczyła mama z niezmąconym spokojem.

-To pójdźmy do tej mamusi, poproszę ją, żeby pozwoliła mi się z nim bawić- drążyłam temat.

-To jest bardzo daleko i nie ma takiej możliwości- mama próbowała zakończyć sprawę.

Poczułam się strasznie nieszczęśliwa. W moich marzeniach ten piesek miał być moim towarzyszem przez długie lata. Teraz go nie było i znów musiałam bawić się sama.

-No rozchmurz się kochanie. Niedługo pojedziemy w góry i znowu będzie krowa u gaździnki i owieczki. A pamiętasz tego kudłatego pieska? Chyba Misio się nazywał. Lubiłaś go. Znowu będziesz się z nim bawić- próbowała rozwiać moje smutki, tuląc mnie do siebie i głaszcząc po głowie.

-Ale to nie są moje zwierzęta i nie będą mnie kochać tylko dla mnie- odpowiedziałam ze smutkiem. Odsunęłam się od niej i poszłam do pokoju. Z kuchni dobiegały podniesione głosy. Tak bardzo cieszyłam się z towarzystwa tego stworzonka a zostało mi odebrane.

Wydarzenie to wryło mi się w pamięć na całe życie. Do dziś widzę tego malutkiego, łaciatego spanielka.

Słodkie dzieciństwo.

75551_543331749020285_25362860_n

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Ciepłe wspomnienie

  1. goldenbrown pisze:

    To nie były dobre czasy dla zwierząt w domu. Wielu dorosłych miało ugruntowane pojęcie, gdzie jest miejsce psa, czy kota. Współczuję Ci tej przygody, ale i podziwiam Twoich rodziców, że znaleźli tak sprytne wytłumaczenie.
    Tata pracował w Optimie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s